Poszło o słowa prezesa PiS, który w rozmowie z tygodnikiem "wSieci" deklaruje, że w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego PiS musi wystawić na listach ludzi, którzy nie będą niepoważni jak Migalski.

- Przecież on zaraz zacznie biegać w stringach czy po stringi - przekonuje Jarosław Kaczyński.

Na reakcję europosła nie trzeba była długo czekać, choć opisywana sprawa dotyczyły wydarzeń sprzed trzech lat.

- Niewątpliwie Kaczyński nawiązuje w ten sposób do faktu, że dałem się sfotografować w 2010 roku przy kupowaniu bielizny dla mojej ówczesnej dziewczyny. Tylko czy z tego można wywnioskować, że kupowałem owe stringi dla siebie? - pyta na blogu Marek Migalski.

- Czy jeśli ktoś kupuje bieliznę dla swojej partnerki, to znaczy, że sam będzie w niej chodził? - dodaje.

Przypomina przy tym, że on sam zawsze bronił prezesa Prawa i Sprawiedliwości; nawet wtedy, kiedy Lech Wałęsa mówił, że chętnie zaprosi Lecha z żoną i Jarosława z mężem.

- Okazuje się jednak, że sam Kaczyński może sobie, przy bierności usłużnych mu paradziennikarzy, insynuować politycznemu przeciwnikowi zboczenia i dewiacje seksualne - kwituje eurodeputowany.