Elżbieta Bieńkowska w ten niefortunny sposób skomentowała sytuację zmarzniętych pasażerów czekających w pociągach stojących w trasie, zablokowanych przez zamarzniętą trakcję i oblodzone szyny. Jak dodała, problem dotyczy dwóch składów na cztery tysiące, które tego dnia wyjechały w Polskę. W rzeczywistości - jak podała spółka Polskie Linie Kolejowe - w tym czasie opóźnienie wynoszące ponad 60 minut miały już 82 pociągi. Rekordowe opóźnienie jednego ze składów sięgnęło ponad 1000 minut.

Słowa Bieńkowskiej spotkały się z ogromną krytyką w internecie.

Sytuację z samego rana próbował ratować premier. Donald Tusk odwiedził Dom Seniora z Częstochowie, ale pytania, jakie mu zadawali dziennikarze, nie miały wiele wspólnego z przypadającym dziś Dniem Babci. Szef rządu tłumaczył się ze słów swojej wicepremier.

To było niefortunne sformułowanie - przyznał Tusk. Jak podkreślił, komentarz minister infrastruktury był wyrwany z kontekstu, ale mógł zabrzmieć szczególnie niefortunnie dla osób, które doświadczyły zimna w stojących w polu pociągach. - Tego typu sytuacje zdarzają się w takich warunkach pogodowych. Rozumiem, że to dramat przebywać kilka lub kilkanaście godzin w pociągu nieogrzewanym, bez jedzenia i picia. Będziemy starali się dotrzeć z pomocą do wszystkich potrzebujących - zapewnił.

Odnosząc się jeszcze raz do słów Bieńkowskiej, premier dodał:

Jeśli ten komentarz kogoś dotknął, jest mi przykro i przepraszam. Kiedy ktoś cierpi zimno albo głód, trzeba uważać na słowa - podkreślił Donald Tusk.