W dokumencie - opublikowanym jeszcze za prezydentury Lecha Kaczyńskiego - Jacek Merkel został opisany jako negatywny bohater spraw związanych z handlem bronią i biznesem telekomunikacyjnym. Merkel oczekuje, że zostanie za publikację przeproszony w imieniu skarbu państwa. Przez premiera w Monitorze Polskim (tam opublikowano raport), a przez prezydenta na stronie internetowej głowy państwa.

W sądzie przekonywał dziś że informacje zawarte w raporcie Antoniego Macierewicza to spotwarzenie. - Jeśli się przedsiębiorcę pomawia o to, że przedstawia nieprawdę w swoim przedsiębiorstwie to jest to oczywiste podważenie wiarygodności kupca. Jeżeli się działacza podziemnej "Solidarności" pomawia o to że był sterowany przez służby bezpieczeństwa, czy był współpracownikiem służb bezpieczeństwa, czy miał z nimi jakiś układ, to jest to potwarz - powiedział dziennikarzom w sądzie Jacek Merkel.

Reprezentująca skarb państwa Prokuratoria Generalna nie widzi jednak podstaw do tego by przepraszać. Starszy radca Marta Kęcka-Iwan w imieniu urzędów prezydenta i premiera wniosła o oddalenie pozwu. Jej zdaniem obie te instytucje doprowadzając do publikacji raportu, działały w granicach prawa i tym samym nie można im zarzucać naruszenia dóbr osobistych.

Sąd postanowił jednak wezwać do udziału w procesie również ministra obrony narodowej. Tym samym w sprawie będą trzy pozwane urzędy. Podobnie było już w procesie płk. Aleksandra Makowskiego, który pozwał MON, prezydenta i premiera, a sąd nakazał przeprosiny tylko od MON, oddalając roszczenia wobec dwóch pozostałych organów. W konsekwencji sprawa została odroczona do 18 kwietnia.