"Wprost" pisze, ze romans Piotra Szeligi zaczął się w listopadzie ubiegłego roku. Polityk z Biłgoraju poznał kobietę na lotnisku w Rzeszowie. Przedstawił się, jako Tomek. Zaimponował jej zachowaniem, wiedzą, eleganckim strojem, obsypał komplementami. 

Spotykali się za każdym razem, gdy odwiedzał Rzeszów. Jeździli do najlepszego rzeszowskiego hotelu, w którym doba kosztuje 400 złotych, albo ruszali autem w ustronne miejsce w lesie. 

Kobieta pokazała dziennikarzowi "Wprost" SMS-y od posła i maile.  Szeliga kontaktował się z nią ze specjalnego telefonu, stosując wszelkie środki ostrożności, e-maile wysyłał z adresu Tomasz Dziss.

W grudniu kelnerka zrywa relację tłumacząc, że jej chłopak zaczyna coś podejrzewać.

Pokasuj SMS-y i nic mu nie mów. Bo mam ochronę i żeby nie miał kłopotów. Powiem ci, jak się spotkamy. Bądź mądra” - pisze do niej w odpowiedzi.

Przez telefon mówi jeszcze, że jeśli jej chłopak będzie się zbyt mocno nim interesował, to może się nim zająć ABW.

Przez kilka tygodni poseł do kelnerki się nie odzywa. Ma inne problemy na głowie, bo właśnie wtedy na jaw wychodzi, że był szantażowany przez prostytutkę. Ta oskarżyła posła Szeligę, że nie zapłacił jej za usługę. On zaś twierdził, że do niczego nie doszło, tylko grupa szantażystów domagała się od niego pieniędzy. Szantażystów ujęto dzięki informacjom posła. A Szeliga zawiesił swoje członkostwo w klubie Solidarnej Polski.

Jak reaguje na pytania o romans z kelnerką? Najpierw wszystkiemu zaprzecza. Ale chwilę po rozmowie z dziennikarzem śle SMS-y do kelnerki, strasząc ją że ujawni jej SMS-y i namawiając do rozmowy.

W czasie spotkania z dziennikarzem, na które poseł przyprowadza swojego prawnika, mówi że kobieta wysyłała mu wulgarne SMS-y, ale szczegółów nie zdradzi. – W obronie honoru tej kobiety pan poseł nic nie będzie panu opowiadał, bo pan poseł jest dżentelmenem – tłumaczy jego prawnik.