W rozmowach na Ukrainie uczestniczyli ministrowie spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji oraz przedstawiciel Rosji. Na mocy zawartej umowy miał powstać rząd jedności narodowej, a w grudniu miały odbyć się nowe wybory. 

Według Jacka Kurskiego naród ukraiński odrzucił porozumienie i przegonił Janukowycza z urzędu, a minister Sikorski zamiast uznać jego wolę, bronił porozumienia, które strategicznie było na rękę Moskwie i Janukowyczowi.

Zdaniem Jacka Kurskiego Sikorski był więźniem tej ukraińskiej Magdalenki i trzeba wyjaśnić, dlaczego i w czyim imieniu powiedział do opozycjonistów, że albo to podpiszą, albo będą martwi. Europoseł podkreślił, że nie wierzy, by szef polskiej dyplomacji mówił to w imieniu Polski.

Jacek Kurski uważa, że minister Sikorski groził ukraińskiej opozycji i teraz powinien wyjaśnić przed sejmową komisją spraw zagranicznych, co miał na myśli i jakie były kulisy zawartego porozumienia.
Polska musi mówić jednym głosem, ale to nie może być głos Sikorskiego, bo on nie dorósł do tej sytuacji - powiedział europoseł w Sejmie.

Według Jacka Kurskiego Polska powinna w sprawie Ukrainy przedstawiać stanowisko wypracowane wspólnie z opozycją przez premiera Tuska.