Prezes PiS skrytykował piątkowe porozumienie na Ukrainie, mówiąc, że czasem robi się coś niedobrego, a wychodzi dobrze.

Analiza wydarzeń tego dnia dowodzi, według Jarosława Kaczyńskiego, że ukraiński prezydent już żadnych kart nie miał, ponieważ zbuntowały się resorty siłowe a Rosjanie nie byli gotowi do poparcia stanu wyjątkowego.

W rozmowach na Ukrainie uczestniczyli ministrowie spraw zagranicznych Polski, Niemiec, Francji oraz przedstawiciel Rosji. Na mocy zawartej umowy miał powstać rząd jedności narodowej, a w grudniu miały odbyć się nowe wybory. Rozmowy były zdaniem prezesa PiS obroną Janukowycza i to z użyciem ciężkich gróźb. Ani Janukowycz ani nikt inny nie mógł w ocenie Jarosława Kaczyńskiego powiedzieć: - Zabijemy was, jeżeli tego nie zrobicie, a pan Sikorski to powiedział.

Słowa wypowiedziane przez Radosława Sikorskiego do jednego jednego z opozycjonistów po angielsku brzmiały jednak inaczej: Jeśli nie podpiszecie, będziecie mieli stan wyjątkowy, armię i wszyscy będziecie martwi.

Według Jarosława Kaczyńskiego, jak to w historii bywa, wyszło jednak dobrze bo porozumienie pewnie miało jakiś udział w mobilizacji Ukraińców. Dodał jednak, że była premier Julia Tymoszenko jeszcze zanim wyszła z więzienia zdezawuowała porozumienie, które bardzo drogo kosztowało tych, którzy je podpisali - Arsenija Jaceniuka i Witalija Kliczkę - i obniżyło ich autorytet.

Jarosław Kaczyński zaapelował do polskich władz o zdecydowane działania w Unii na rzecz stworzenia "poważnego pakietu" dla Ukrainy. Według prezesa PiS 20 miliardów euro, o których do tej pory była mowa, to w nowej sytuacji zbyt mało i potrzebne jest zwołanie w tej sprawie najwyższych władz UE.