W gmachu parlamentu jest około 20 osób dorosłych i kilkoro niepełnosprawnych dzieci. Spędzili noc na korytarzu przy stolikach dziennikarskich.

Koordynatorka protestu Iwona Hartwich powiedziała IAR, że nie odejdą dopóki premier do nich nie przyjdzie. Przekonuje, że wszyscy posłowie w regionach okazali się bezradni i odsyłali rodziców właśnie do premiera. Ci więc uznali bezpośrednią akcję za jedyny skuteczny sposób działania.

Rodzice domagają się natychmiastowego spełnienia obietnic szefa rządu w kwestii podwyżki świadczeń opiekuńczych na dzieci, przeważnie niepełnosprawne od urodzenia. Obecnie jest im wypłacane 620 złotych z 200 złotowym dodatkiem.

Rodzice domagają się wyrównania wysokości świadczenia z płacą minimalną - żądają około 1680 złotych, łącznie z opłatami za ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. Oznacza to uznanie ich opieki nad dziećmi za pracę zawodową.

W ministerstwie pracy i polityki społecznej trwają prace nad regulacją świadczeń opiekuńczych, które miały być zakończone w marcu. Przepisy nie są gotowe, więc terminu trudno będzie dotrzymać.