Premier Tusk osobiście odpowiada za stan służby zdrowia - uważa Jarosław Kaczyński. Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało debatę poświęconą publicznej służbie zdrowia, na którą zaprosiło premiera. Donald Tusk odrzucił rozmowę z przedstawicielami PiS-u, na spotkanie wysłał ministra Bartosza Arłukowicza.

Mam przykry obowiązek stwierdzenia, że jedyne oczekiwanie jakie można zgłosić z pełnym poparciem społecznym to oczekiwanie dymisji ministra Arłukowicza. Tego żeby pan minister zechciał zrezygnować z funkcji ministra zdrowia - mówił Kaczyński. - Patrzę z żalem na miejsce, na którym miał siedzieć pan Tusk. Mamy już siódmy rok rządów Tuska - rządów bardzo mocnych, jednoosobowych. Możemy mówić o personalnej odpowiedzialności za różne dziedziny życia, w tym za służbę zdrowia - stwierdził.

Tusk stchórzył. Zasłania się Arłukowiczem - powiedział prezes PiS. - Mam przykry obowiązek stwierdzenia, że jedyne oczekiwanie jakie można zgłosić z pełnym poparciem społecznym to oczekiwanie dymisji. Tego żeby pan minister zechciał zrezygnować z funkcji ministra zdrowia, bo jakoś to nie wychodzi. Nie wychodzi - można powiedzieć - w najwyższym stopniu - dodał.

Prezes Kaczyński podziękował ministrowi Arłukowiczowi i jego współpracownikom za pojawienie się na debacie. Stwierdził jednak, że najlepszym gestem ministra byłoby złożenie dymisji, bo tego oczekuje społeczeństwo. Lider PiS-u po wygłoszeniu oświadczenia wyszedł z sali i nie podjął dyskusji z ministrem. Pozostawił jednak na sali swoich ekspertów.

Bartosz Arłukowicz podkreślił, że jest gotów rozmawiać o sprawach szczegółowych. Dodał, że zdaje sobie sprawę z kontekstu całego zdarzenia, i że debata PiS-u przede wszystkim ma znaczenie polityczne. Stąd takie a nie inne zachowanie prezesa Kaczyńskiego. Dodał, że nie ma zamiaru z tego powodu się obrażać.

Na salę próbowali wejść przedstawiciele Twojego Ruchu, ale nie zostali wpuszczeni na debatę.

Jarosław Kaczyński już w lutym zapraszał Donalda Tuska do debaty o zdrowiu. Miała się ona odbyć, także z udziałem ekspertów, 3 marca. Już wówczas jednak premier odpowiedział, że zgadza się tylko na konfrontację "jeden na jeden" z liderem PiS.

Na reakcję polityków po wyjściu prezesa PiS nie trzeba było długo czekać. Przedstawiciele PO napisali na Twitterze: JK zrobił polityczną szopkę i wyszedł. To pokazuje, że "troska" była przykrywką, chodziło o cyniczne wykorzystanie sytuacji.

Głos zabrała także Joanna Senyszyn.