- Naszym celem jest ochrona tradycyjnej metody wytwarzania wędlin, jak innych gałęzi polskiej gospodarki przed absurdalnymi przepisami nowego prawa unijnego - tłumaczy na stronie ratujszynkę.pl Komitet Wyborczy Wyborców Obrony Wędlin Tradycyjnych. To nie żart, choć zarejestrowano go 1 kwietnia.

Stoją za nim właściciele firm z branży mięsnej z powiatu krakowskiego i wielickiego, produkujący i wędzący wędliny przy użyciu naturalnego drewna, w tradycyjnych wędzarniach.

Członkowie komitetu przyznają, że programu jeszcze nie mają, bo inicjatywa powstała ad hoc. - Sama nazwa naszego Komitetu wyraża nasz program i jest wystarczająco wymowna i zrozumiała - twierdzą i dodają oględnie, że jeśli uda im się wejść do parlamentu europejskiego to "wykorzystają wszystkie dostępne narzędzia, by chronić polskie firmy przez szkodliwymi dla nich przepisami".

Ale jak mówi z rozbrajającą szczerością przedstawiciel innego, egzotycznego komitetu - nie chodzi o wygraną. To szef Związku Słowiańskiego, Włodzimierz Rynkowski. Jak przyznaje, start w wyborach to forma promocji i windowania szans w kolejnych wyborach. Takie "promocyjne" chwyty Związek Słowian stosuje od dawna. W ostatnich eurowyborach wystawił na listę Krzysztofa Kononowicza.

Związek i partia Słowian powstały na bazie sprzeciwu wobec interwencji wojsk NATO w Jugosławii w 1999 roku. Dziś sprzeciwia się uznaniu niepodległości Kosowa, organizuje panslawistyczne zjazdy i manifestacje w obronie mniejszości polskiej na Litwie.

W ostatnich wyborach samorządowych udało im się wprowadzić dwóch radnych - na Podkarpaciu i na Podlasiu. W 2010 roku w wyborach prezydenckich ich kandydat Krzysztof Mazurski, przepadł, nie udało im się zebrać 100 tys podpisów. W sieci krąży film, w którym Rutkowski po klęsce swojego kandydata, popiera Andrzeja Leppera:

Założona przez Leppera Samoobrona w nadchodzących wyborach też startuje. I to podwójnie. PKW zarejestrowała dwa komitety - Samoobrony i Samoobrony Odrodzenie, Henryka Dzido, adwokat zmarłego szefa partii.

Promocyjnego "kopa" udział w wyborach do PE ma też dać Markowi Wochowi. Bardzo często chodziłem swoimi ścieżkami. W wieku 13 lat podjąłem decyzję o samodzielniej wyprawie w pieszej pielgrzymce z Międzyrzeca Podlaskiego na Jasną Górę w Częstochowie. Swój cel osiągnąłem. Pamiętam, że nie mogłem się doczekać ukończenia szkoły podstawowej, aby móc już „wyruszyć w świat” - pisze o sobie kandydat.

Woch jest absolwentem zawodówki, ma tytuł montera wewnętrznych instalacji budowlanych oraz prawo jazdy na TIR-y. Po szkole zawodowej poszedł do liceum, następnie na studia na wydziale prawa i administracji, a teraz przygotowuje sie do obrony rozprawy doktorskiej w dziedzinie filozoficznego ujęcia zagadnień dotyczących służby zdrowia w Polsce. Swoich sił w polityce już próbował. Startował w
w wyborach na wójta gminy Kakolwenica, ale dostał niewiele ponad 80 głosów.

Wśród planktonowych komitetów wyborczych jest jeszcze komitet “Oburzonych”. Na jego listach nie ma ani Pawła Kukiza, ani Piotra Dudy, ale to właśnie do "Platformy Oburzonych", czyli inicjatywy lidera zespołu "Piersi" i szefa "Solidarności" nawiązują.  I nie kryją negatywnego stosunku ani do UE, ani do obecnych władz w Polsce.

Tak jeden z liderów ruchu instruuje wolontariuszy, jak mają zbierać podpisy pod listą.

Komitet wyborczy może zgłosić w okręgu tylko jedną listę kandydatów. Liczba kandydatów na liście nie może być mniejsza niż 5 i większa niż 10. Kodeks wyborczy wprowadził też obowiązek umieszczenia przez komitety wyborcze na listach co najmniej 35 proc. kobiet i co najmniej 35 proc. mężczyzn. Lista kandydatów musi być poparta podpisami co najmniej 10 tys. wyborców.