W Europie dzieją się rzeczy bardzo niepokojące, które wskazują na jej dekadencję i schyłkowość - ocenił wysłanie przez Austrię na konkurs Eurowizji wokalistki z brodą Jarosław Kaczyński. - Wszelkiego rodzaju propaganda zmierzająca do tego, aby zacierać różnice między kobietami a mężczyznami i tworzyć taki model życia, gdzie człowiek może zmienić w swoim życiu wszystko, łącznie z tym, że czy jest kobietą czy mężczyzną, jest drogą do rozkładu, rozsypania się wszystkiego - dodał prezes PiS, podkreślając, że jego partia chciałaby ten trend odrzucić.

Na pewno nie powinniśmy się z tego rodzaju wydarzeń cieszyć, to wydarzenia, które niczego dobrego nam nie wróżą - podkreślił Kaczyński.

Z kolei nic złego w tej kreacji scenicznej z kontrowersyjnym zarostem nie widzi Marek Siwiec, europoseł Europy Plus. W niedzielnej politycznej rozmowie u Moniki Olejnik w Radiu ZET tak skrytykował zniesmaczonych wynikiem konkursu Eurowizji polityków:

Zastanawiam się, jak można przy okazji czegoś tak banalnego, jak festiwal piosenki, wylać tyle jadu - powiedział Siwiec. - Wy przy tej okazji wylewacie wszystkie swoje fobie, to wasze uprzedzenie, to wasze dziewiętnastowieczne, ohydne podejście do życia. To po prostu jest taki człowiek. Jest artystą, zaprezentował się i wygrał. O czym tu rozmawiać?

Okazuje się jednak, że politycy chętnie rozmawiają o trendach w muzyce.

Jesteśmy nie tylko świadkami agresji kulturowej, ale też dopychania kolanem modelu społecznego wyboru płci - ocenił w tej samej rozmowie Jacek Kurski, kandydat do europarlamentu z Solidarnej Polski. - To nie jest smaczne, że się facet ubierze w sukienkę, a potem sobie brodę przyklei. Nie da się tego oglądać - podkreślił.

Jacek Sasin z PiS dosadnie określił, co sądzi o Conchicie Wurst.

Jeszcze niedawno kobiety z brodą pokazywano w cyrku - stwierdził poseł Prawa i Sprawiedliwości. - Obawiam się jednak, że to głosowanie było ideologiczne. Miało przyspieszyć ofensywę genderową w Europie. Trudno się z tym pogodzić, to było żenujące - dodał.

Poproszona o komentarz do zwycięskiego występu na Eurowizji posłanka Julia Pitera przyznała, że nie oglądała finału konkursu i nie chce go oceniać, bo nikt nie puszcza tej piosenki. - Nie słyszę nic na temat utworu, który został zaśpiewany. Jedyne, co słyszałam, to o kobiecie w złotej sukni i z brodą - stwierdziła Pitera w porannej rozmowie w TVN24.

Uważam, że jak człowiek nie chce czegoś widzieć, to niech wyłączy telewizor. Mamy ileś tam kanałów, które ze sobą konkurują. I to jest najprostsza metoda, którą bym zalecała - podsumowała posłanka PO.