Józef Oleksy staje po stronie Aleksandra Kwaśniewskiego, którego politycy wszystkich opcji mocno krytykują za pracę w firmie, należącej do ukraińskiego oligarchy Mykoły Złoczewskiego, byłego ministra z czasów Janukowycza. Jest bardzo luźny. Nie ma jakichś klasztornych reguł, które by uważał, że go wiążą, krępują. Trzyma się prawa i go nie łamie - stwierdził na antenie Superstacji były premier.

Oleksy uważa, że winą za całą sytuację należy obciążyć zbyt niskie pensje byłych głów państwa. Jego zdaniem 6 tysięcy złotych to zbyt małe pieniądze, by można za to przeżyć - trzeba bowiem gościć międzynarodowych przywódców. To jest przecież inna skala reprezentacji, przyzwyczajeń. Nie można tego zawistnie przyrównywać do przeciętnego życia obywatela - stwierdził.

Przywykł do powagi spraw państwowych, przywykł do hierarchii i jej wysokości w rozmowach. Przywykł do pewnego sztafażu, który się z tym wiąże. Na pewno nie jest rozrzutny. Przyjmuje różne propozycje. To wynika z jego przekonania, że ma do tego prawo - podsumował Oleksy. 

>>>ZOBACZ TAKŻE: Kwaśniewski przyznaje: Doradzałem spółce byłego ministra rządu Janukowycza

>>>ZOBACZ TAKŻE: Syn Bidena ma pracę u znajomego Janukowycza. Kwaśniewski też?