Łukasz Warzecha o PKW pisze bardzo dosadnie. W komentarzu dla portalu wpolityce.pl nazywa ich Państwową Komisją Wyborczą im. Monty Pythona i "zidiociałym gremium". Na koniec, cytując Rafała Ziemkiewicza apeluje do "dziadka z PKW": „zejdź, k…, z tej anteny”.

Publicystę zniesmaczyło ostatnie wystąpienie PKW dotyczące ciszy wyborczej. Szef komisji wytłumaczył, że nawet polubienie profilu jednego z kandydatów do PE na portalu społecznościowym podczas ciszy wyborczej będzie traktowane, jako agitacja wyborcza.

Ta analiza naraziła PKW na kpiny.

Nie wiem, czy dziadki z PKW miały kiedykolwiek w rękach Facebooka. Pewnie nie. Może słyszały o czymś takim od wnuków, ale myślą, że to jakaś bajka od Disneya - zżyma się Warzecha i mnoży wątpliwości:

A jeżeli ktoś ma zdjęcie profilowe z kandydatem i zamieści post, niedotyczący polityki, to co? (Dziadkom z PKW wyjaśniam, że każdy post pojawia się ze zdjęciem profilowym jego twórcy.) A jeśli ktoś jest akurat za granicą i stamtąd wstawi polityczny post, to co? A jeśli ktoś podzieli się tekstem, który wisi w sieci od roku? Jak leśne dziadki z PKW zamierzają rozwiązać problem wynikający z faktu, że oba wielkie serwisy społecznościowe - Facebook i Twitter - mają siedziby poza Polską i nie podlegają polskiemu prawu? Czy PKW zamierza prowadzić jakiś monitoring mediów społecznościowych?

Warzecha twierdzi, że swoim wystąpieniem PKW ostatecznie dowiodła, że nie jest zdolna zorientować się we współczesnym świecie i w obecnej postaci powinna zniknąć.

- Prawo jest durne - to prawda. Ale można je zinterpretować możliwie liberalnie i rozsądnie, a można tak, jak zrobiły leśne dziadki - jak tępawy carski policmajster z zapyziałej prowincjonalnej guberni (...) Nie może być tak, że paru staruszków, którym wydaje się, że mamy rok 1914, terroryzuje swoimi wymysłami cały kraj. Są chyba jakieś granice robienia z nas debili - przekonuje.

Zadnie publicysty już sama koncepcja ciszy wyborczej jest absurdalna, bo zakłada, że obywatel to bezmyślny głupek, któremu państwo musi dać troszkę spokoju przed samymi wyborami.  - Albo uznajemy obywateli za wystarczająco dojrzałych, żeby mogli głosować, albo mamy ich za idiotów, ale wtedy należy im co prędzej odebrać czynne prawo wyborcze - pisze publicysta, dodając że ciszy wyborczej nie ma ani  w Wielkiej Brytanii, ani w USA, we Francji w ostatnich latach bardzo ją ograniczono ze względu na nowe środki przekazu i komunikacji.

I nie on jeden krytykuje przedwyborcze zakazy. W pełnym ironii komentarzu przepisy dotyczące ciszy wyborczej skrytykował też Igor Janke, szef Salonu24.

Prosimy użytkowników, by przez te kilkadziesiąt godzin powstrzymali się od pisania o polityce. Piszcie proszę o tym, co się dzieje na bazarach, w sklepach, czy ludzie kupują jabłka, marchewki czy może zieloną kapustę? Czy na straganach muszki podgryzą jabłka czy może będą atakować zwolenników ruchu na świeżym powietrzu?

Janke nawiązał w ten sposób do stosowanych od kilku lat tricków na ominięcie zakazów - dziennikarze i publicyści w czasie ciszy wyborczej podają informacje dotyczące cząstkowych wyników czy aktualnych sondaży posługując się swoistym językiem ezopowym.

Ponieważ w sobotę jest finał Ligi Mistrzów, a w niedzielę Legia może zostać mistrzem Polski, zastanówmy się czy w naszym kraju więcej jest dziś fanów piłki nożnej, czy miłośników zwierząt domowych – np. rasowych kotów? - pisze Janke i zachęca swoich blogerów do pisania.

 Pokażmy tym samym PKW, że jej decyzje są mądre, światłe, zgadzamy się z nimi i wspieramy je. We like PKW! - apeluje na koniec.

Opinie publicystów podziela politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Olgierd Annusewicz ma wątpliwości, czy cisza wyborcza jest jeszcze potrzebna. To, że w mediach nie pojawią się politycy, nie znaczy, że ludzie nie będą rozmawiać o swoich wyborach - zaznacza ekspert w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową.

Cisza wyborcza rozpoczęła się o północy z piątku na sobotę i obowiązuje do godziny 21 w niedzielę. W wyborach do europarlamentu w 13 okręgach wybieramy 51 deputowanych. Próg wyborczy to 5 procent.