Deklaracja Radosława Sikorskiego na temat Lecha Wałęsy padła w odpowiedzi na pytanie dziennikarki dotyczące Donalda Tuska i tego, że był on wśród obalających rząd Jana Olszewskiego. Olejnik chciała wiedzieć, czy szefowi MSZ nie przeszkadza ta historyczna zaszłość. - Zupełnie nie. Ja też chwalę Lecha Wałęsę, ale przypomnę, że byłem krytykiem prezydentury Lecha Wałęsy. Nasyłał na mnie chłopców z WSI, co nie było powodem do chluby - wyjaśnił Sikorski. 

Minister spraw zagranicznych odpierał jednak ataki, jakie spadają na Lecha Wałęsę. Jako argumentów użył przykładów z przeszłości, kiedy to - jak stwierdził - były prezydent miał odwagę, a inni siedzieli cicho.

- Na mnie największe wrażenie wywarło przemówienie, które Lech Wałęsa wygłosił przed bramą Stoczni w 1979 r., gdy powiedział: tu wzniesiemy pomnik i jeżeli nam tego pomnika nie zbudują, to każdy przyniesie kamień i te kamienie będą tym pomnikiem. Pamiętam, ile odwagi to wymagało wtedy, przed Solidarnością. Tych zasług Lechowi Wałęsie nikt nie odbierze. A szczególnie ci, którzy wtedy tej odwagi nie mieli - przekonywał Sikorski.

Odpowiadając na padające z prawicy komentarze, wedle których Wałęsa to "Bolek", Bronisław Komorowski to „Komoruski”, a Donald Tusk - wasal Berlina, stwierdził, że on z kolei słyszy, że jest ruskim agentem i Bóg wie co jeszcze. - Oni kompletnie odpłynęli. Myślę, że prezydent Obama kompletnie im zepsuł zabawę, bo Polska okazała się tym krajem w Europie, który najbardziej stanowczo broni Ukrainy i przeciwstawia się agresji rosyjskiej - odpowiedział Sikorski.