Dla mnie to wygląda na kaczkę dziennikarską. Znam prezesa Belkę i ministra Cytryckiego, to nie są spiskowcy. Nie mogę sobie wyobrazić ich jako spiskowców, może spotkali się przy jakiejś okazji - powiedział prof. Tomasz Nałęcz w rozmowie z portalem natemat.pl.

Cała historia brzmi nieprawdopodobnie, to próba znalezienia sensacji. Ktoś nie miał tematu i sobie wymyślił takie nagrania. Wygląda mi to na próbę ratowania nakładu pisma. Jestem przeciwko nagrywaniu ludzi, którzy poszli coś zjeść. Tego rodzaju praktyki trzeba traktować z oburzeniem i przymrużeniem oka - dodał doradca prezydenta Komorowskiego.

Jest on przeciwny komisji śledczej w tej sprawie.

Polskie państwo zmarnowało już kupę pieniędzy, żeby wyjaśnić rozmowę przy kieliszku panów Oleksego i Gudzowatego. Mam o naszym państwie zbyt wysokie mniemanie, żeby sądzić, że będzie się zajmowało takimi rewelacjami. Wątpię, żebym nawet przeczytał ten tekst w tygodniku. Równie dobrze mogli napisać, że te osoby przygotowują wyprawę na księżyc - ocenił prof. Nałęcz.

CZYTAJ WIĘCEJ: Afera podsłuchowa w rządzie! Na taśmach Sienkiewicz, Belka, Nowak...>>>

CZYTAJ TAKŻE: Afera podsłuchowa. PiS chce wyjaśnień premiera i nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu>>>

ZOBACZ TAKŻE: Piechociński o taśmach "Wprost": Za dużo ostatnio wybuchów sensacji>>>