Doradca prezydenta dał do zrozumienia, że Bronisław Komorowski nie był zadowolony z tego, że PO najpierw zarekomendowała Ewę Kopacz, a dopiero potem doszło do konsultacji z głową państwa.

Tomasz Nałęcz zapewnił, że ze strony prezydenta nie ma nieżyczliwości wobec obecnej marszałek Sejmu, ale działania partii nie są dla niego dyrektywą, mogą być jedynie wskazówką. Jak dodał, prezydent - jako dawny działacz opozycji demokratycznej - alergicznie reaguje na inną kolejność zdarzeń - gdy zarząd partii postanawia co władze państwowe mają zrobić, a potem władze państwowe spolegliwie, kiwając głową to robią.

Tomasz Nałęcz podkreślił, że w odróżnieniu od czasów PRL teraz mamy inną konstytucję i inną rzeczywistość.

Nie wiadomo czy w nowym rządzie będzie miejsce dla bohaterów afery podsłuchowej - obecnych ministrów Bartłomieja Sienkiewicza i Radosława Sikorskiego. Pytany o opinię, czy powinni znaleźć miejsce w gabinecie, Nałęcz powiedział, że politycy ci nie doceniają tego, jakim szokiem dla opinii publicznej były ich nagrane wypowiedzi. Zdaniem Nałęcza, na taki szok głosujący w wyborach mogą zareagować w różny sposób.

Wczoraj Kancelaria Prezydenta poinformowała, że Bronisław Komorowski przyjmie dymisję premiera i rządu pod koniec przyszłego tygodnia.