Bez wątpienia, dziś najwięcej emocji budzi osoba szefa MSZ Grzegorza Schetyny. Jednak z punktu widzenia dyplomacji ważniejsze jest to, jak Ewa Kopacz zorganizuje model polityki zagranicznej. Najpewniej premier zostawi sobie nadzór nad sprawami unijnymi. Między innymi dlatego Rafał Trzaskowski w najbliższych dniach ma odebrać nominację i – podobnie jak Piotr Serafin – zostać wiceszefem MSZ odpowiedzialnym za sprawy UE. Jednocześnie będzie pełnomocnikiem premiera do spraw udziału szefa rządu w spotkaniach Rady Europejskiej.

Takie umocowanie Trzaskowskiego powoduje, że de facto będzie on ministrem do spraw europejskich i Szerpą, czyli przewodnikiem premiera w kontaktach z szefami państw UE. W efekcie polityka unijna będzie prowadzona przez premiera i jego doradców przy wsparciu części resortu spraw zagranicznych wywodzącego się z dawnego Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. – W sprawach zagranicznych najważniejszy jest premier, potem minister finansów, środowiska i inni. To przez nich robi się realną politykę – zauważa jeden z byłych członków rządu.

Polski model jest dopasowany do unijnego. Najważniejsze decyzje zapadają na posiedzeniach Rady Europejskiej, w których uczestniczą szefowie państw i rządów. Największą rolę grają najbliżsi współpracownicy premiera, którzy utrzymują bezpośredni kontakt z doradcami szefów rządów innych krajów. W tej sytuacji rola klasycznej dyplomacji, a co za tym idzie jej szefa, jest pomocnicza.

Jak wynika z naszych informacji, jeszcze wczoraj późnym wieczorem lub dziś rano ma dojść do kontaktów z szefami zaprzyjaźnionych rządów. Ewa Kopacz ma rozmawiać z Angelą Merkel, wiceprezydentem USA Joe Bidenem, a także innymi politykami.

Przed premier Kopacz także decyzja w sprawie pierwszej wizyty zagranicznej. Ma ona znaczenie symboliczne, ale na tej podstawie są oceniane preferencje w polityce międzynarodowej. Jak usłyszeliśmy od jednej z osób z otoczenia premier, preferowanym kierunkiem jest Bruksela. W grę wchodzi również Kijów.

– Standardowo najważniejszym celem byłaby stolica UE, ale dziś powiedziałbym, że premier powinna pojechać do Kijowa. Mamy wyjątkową sytuację zagrożenia bezpieczeństwa także Polski – zauważa eurodeputowany PO Jacek Saryusz-Wolski. Taki krok byłby dobrze odebrany zwłaszcza w kontekście niejasnej wypowiedzi Kopacz na temat możliwości sprzedaży polskiej broni Ukrainie. Decyzja o tym, gdzie jechać, zapadnie zapewne w ciągu kilku dni. Do wizyty dojdzie po expose, które jest planowane na 1 października.

W Brukseli Ewa Kopacz z definicji znajdzie się pod koniec października. Na organizowanym tam unijnym szczycie klimatyczno-energetycznym. To będzie najtrudniejszy test nowej premier. Bo Komisja Europejska wystąpiła z propozycjami zaostrzenia polityki klimatycznej. KE chciałaby docelowo po roku 2020 ograniczyć w całej UE emisję CO2 o 40 proc. (do 2020 o 20 proc., jak przewiduje obowiązujący pakiet), a udział energii odnawialnej wzrósłby wówczas do 27 proc. Nowe rozwiązania mają na celu wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Co z kolei wymusi realizację celów klimatycznych.

Dla biedniejszych unijnych państw – w tym Polski – byłby dostępny ograniczony bezpłatny pakiet uprawnień do emisji. Ale i tak to rozwiązania, które dla polskiej energetyki opartej na węglu kamiennym i brunatnym są bardzo kosztowne. Polska zamierza doprowadzić do rewizji tych celów. Szczyt zapowiada się burzliwie, o ile Komisja Europejska nie zrezygnuje z forsowania ambitnych planów.

W tym momencie Polska ma dwie drogi. Pierwsza to próba skłonienia Komisji Europejskiej w nowym składzie do zmiany propozycji. – Pytanie, na ile będą one podtrzymywane przez nową ekipę Junckera? Na ile będzie koordynacja między odchodzącą Komisją Barroso a nową – komentuje Jacek Saryusz-Wolski.

Odchodzi dotychczasowa komisarz do spraw klimatu Dunka Connie Hedegaard odpowiedzialna za restrykcyjny kurs Komisji w sprawach klimatu. W Komisji Junckera sprawy klimatu zostały połączone z energią w jednym portfolio, którym zarządza Hiszpan Miguel Arias Canete.

Bólem głowy nowej Komisji będą kwestie wzrostu gospodarczego, który jest rachityczny. Według OECD w przyszłym roku wyniesie 1,1 proc. Ograniczenia pakietu klimatycznego spowolniłyby go jeszcze bardziej. Drugim argumentem jest kwestia napięć w stosunkach z Rosją. Realne są zakłócenia w dostawach gazu, o których głośno mówi sama Komisja Europejska. Coraz ważniejsze stają się kwestie bezpieczeństwa energetycznego. To dwa argumenty, które mogą posłużyć nowej Komisji do rewizji propozycji klimatycznych poprzedników.

Tych argumentów zamierza używać także nasza dyplomacja. – Nowy rząd miałby się zgodzić na jeszcze większe dokręcenie śruby? Oni zdają sobie sprawę, że to niemożliwe. Przecież awantury nie chce ani Van Rompuy, ani nowy szef Rady – mówi jeden z polskich dyplomatów.

Jednym ze scenariuszy może być fiasko październikowego szczytu. Ostatniego, który poprowadzi Herman Van Rompuy. Później odpowiedzialność za wypracowanie kompromisów przejmie Donald Tusk.