Od środy ponad 130 górników z sosnowieckiej kopalni Kazimierz-Juliusz prowadziło protest kilkaset metrów pod ziemią. Dziś w południe wyjechali na powierzchnię. Nie poszli jednak do domów, ale wraz z rodzinami czekają na terenie zakładu na efekty rozmów. 

Decyzję o wyjściu z kopalni górniczy związkowcy podjęli z dwóch powodów. Pierwszy z nich to odpowiedź na apel wojewody Piotra Litwy, który wczoraj spotkał się pod ziemią ze strajkującymi. Drugim jest odwołanie Romana Łoja z funkcji prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego. 

W rozmowach z górnikami udział biorą władze KHW, wojewoda śląski Piotr Litwa, wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz oraz reprezentujący panią premier Jan Krzysztof Bielecki.

Górnicy rozpoczęli protest, domagając się m.in. wypłaty zaległych wynagrodzeń, wczoraj dostali część zaległych wypłat. Kolejne żądania to przedłużenie żywotności kopalni, wykup mieszkań zakładowych oraz - po całkowitym wyczerpaniu węgla i zakończeniu działania kopalni - przejścia do innych zakładów KHW na dotychczasowych warunkach. W szczytowym momencie pod ziemią protestowało ponad 150 górników. Części z nich musiano udzielić pomocy medycznej.

Zarząd KHW deklarował wielokrotnie, że wszyscy pracownicy kopalni - ok. tysiąca osób - znajdą zatrudnienie w innych zakładach holdingu. Pierwotnie kopalnia miała działać dłużej, przyspieszenie jej likwidacji zarząd holdingu tłumaczył wyczerpaniem dostępnych złóż oraz narastaniem problemów związanych z opłacalnością i bezpieczeństwem resztkowego wydobycia.