Zestawienie sporządzili eksperci Fundacji Republikańskiej. Podliczyli wydatki wszystkich instytucji publicznych, posiłkując się przede wszystkim wykonaniem budżetu centralnego za ubiegły rok - ale też sięgając do źródeł i składając zapytania w trybie dostępu do informacji publicznej (tak m.in. uzyskali dane dotyczące wydatków na zakupy na poszczególne typy uzbrojenia w MON). Na wynik, jaki uzyskali, zaledwie w połowie złożył się budżet centralny (który w ubiegłym roku wydał 321,3 mld zł). Pozostałe to pieniądze samorządów i agend, których bilanse nie są ujmowane w centralnym budżecie. A także wydatki służące współfinansowaniu projektów unijnych.

Wynik: łączne państwowe wydatki wzrosły w porównaniu z 2012 r. o prawie 21 mld zł, czyli mniej więcej o 3 proc. Z wyliczeń fundacji wynika, że deficyt całego systemu sięgnął 76 mld zł. To więcej, niż pokazują oficjalne statystyki GUS (70,6 mld zł według metodologii unijnej).

Co rzuca się w oczy? Na przykład prawie 25-proc. wzrost kosztów działania instytucji politycznych. W zestawieniu FR to m.in. kancelarie Sejmu, Senatu, premiera i prezydenta, ministerstwa, agendy rządowe i urzędy wojewódzkie, ale też Instytut Pamięci Narodowej. W tej kategorii wpisano również dotacje do partii politycznych. W sumie wydatki tego typu wyniosły prawie 5,3 mld zł, to ponad 1 mld zł więcej niż rok wcześniej.

Eksperci fundacji uważają, że do celowości przynajmniej niektórych wydatków w tej kategorii można mieć zastrzeżenia. Zwracają uwagę, że np. kancelaria premiera, która jest administracyjnym centrum rządzenia, kosztowała 152 mln zł i była tańsza od kancelarii prezydenta (171 mln zł).

Fundacja punktuje instytucje publiczne za zbyt wysokie - jej zdaniem - koszty funkcjonowania niektórych urzędów. Prawie 1 proc. z 75,3 mld zł przeznaczonych na ochronę zdrowia pochłonęły koszty funkcjonowania Narodowego Funduszu Zdrowia. Z ponad 83 mld zł wydatków z kategorii "finanse" (są w niej np. koszty obsługi długu, a także takie pozycje, jak składka do UE, transfery do OFE czy budżety urzędów MF i KNF) około 5,3 mld zł to administracja skarbowa. Eksperci fundacji zastanawiają się też nad tym, ile pieniędzy wydano na poprawę bezpieczeństwa. Z ich wyliczeń wynika, że np. środków na ochronę kontrwywiadowczą było mniej o ponad 20 mln zł. Wydatki na wywiad w 2013 r. zmniejszyły się o 4 proc. Ośrodek Studiów Wschodnich kosztował nas tylko 9 mln zł, co eksperci FR uważają za błąd w kontekście wydarzeń na Ukrainie i w Rosji.

Pula środków na obsługę instytucji politycznych wzrosła w ubiegłym roku najbardziej (teoretycznie wyższy był wzrost nakładów na pomoc społeczną, ale wynikał on ze zmian metodologicznych). Na drugim biegunie, czyli wśród wydatków, które spadły najbardziej, wyróżniają się nakłady na infrastrukturę. W sumie wyniosły 62,7 mld zł, były o 13,6 mld zł mniejsze niż w 2012 r.

W tej puli fundacja umieściła m.in. budżet krajowego Funduszu Drogowego (14,3 mld zł), wydatki samorządów na transport (30,2 mld zł) i na gospodarkę mieszkaniową (6,3 mld zł) oraz kwoty, jakie rząd przeznaczył na transport i utrzymanie dróg krajowych. Spadek eksperci FR tłumaczą wygaśnięciem efektu Euro 2012 - wydatki spadły, ale punkt odniesienia z lat 2011-2012 był bardzo wysoko dzięki wykorzystaniu środków z poprzedniego budżetu UE tuż przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej.

Ekonomiści spoza fundacji przyznają, że rzeczywiście efekt Euro 2012 przestał działać i był to dość gwałtowny proces. - Cykl inwestycyjny nie został dokończony. Ale teraz jest szansa na ponowny wzrost, choćby dzięki nowej perspektywie finansowej UE - mówi Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Druga pozycja, która wyraźnie się zmniejszyła, to ilość pieniędzy na sport i turystykę. Tu wydatki spadły o prawie 17,3 proc.

Z analizy FR wynika, że głównym obciążeniem państwowych finansów są wydatki na emerytury i renty. To szeroka kategoria, obejmuje wszystkie świadczenia wypłacane przez ZUS i KRUS wraz z kosztami utrzymania tych instytucji, a także emerytury resortowe (np. byłych żołnierzy zawodowych). W sumie państwo wydało w ubiegłym roku na ten cel prawie 217 mld zł. Jest to aż jedna trzecia wszystkich nakładów państwa zidentyfikowanych i podliczonych przez Fundację - co oznacza, że kondycja całego systemu zależeć będzie w dużym stopniu od kształtowania się tych kosztów systemu emerytalnego.

- Dobrze, że ktoś wykonuje od czasu do czasu takie zestawienia, bo one przypominają, że narastające problemy demograficzne wespół z obecnych kształtem systemu emerytalnego to tykająca bomba - podkreśla Grzegorz Ogonek.

Eksperci zwracają uwagę na wyniki najnowszej prognozy demograficznej, którą wczoraj opublikował GUS. Według niej liczba osób w wieku produkcyjnym - czyli takich, które mogą pracować i przez to "zrzucać się" na system emerytalny - spadnie z 24,5 mln w tym roku do 19 mln w roku 2050. Jednocześnie systematycznie będzie zwiększała się liczba osób w wieku emerytalnym i starszych: z 7 mln w tym roku do niemal 10 mln w 2050 r.

Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Polbanku, mówi, że wielkość wydatków emerytalnych to węzeł gordyjski, którego nikt nie chce przeciąć. Głównie z powodów politycznych.

- Ale przy takim poziomie tych wydatków w pewnym momencie dojdziemy do ściany. Utrzymywanie finansów publicznych w dobrej kondycji w taki sposób, by jednocześnie nikomu nie robić krzywdy, będzie nie do pogodzenia. Podniesienie wieku emerytalnego, na które zdecydował się poprzedni rząd, było dobrym pomysłem. Ale to pewnie nie wystarczy - uważa.

W zeszłym roku deficyt całego systemu sięgnął 76 mld zł.