"Wprost" pisze, że Sławomir Nowak był w PO delfinem typowanym na jednego z zastępców Donalda Tuska. Swoje życie poświęcił polityce i dlatego nie tak łatwo mu z tego zrezygnować.

Ma przecież cały notes z kontaktami do najważniejszych ludzi w państwie? - pytają dziennikarze "Wprost" polityka PO.

Rugasz marszałka Sejmu albo ministra spraw zagranicznych w imieniu kierownika. I teraz masz w imieniu jakiegoś biznesmena załatwiać spotkania z wiceministrem, wydzwaniać i prosić o wyznaczenie godziny? Trudna sprawa dla dumnego i skupionego na sobie człowieka, który widział dla siebie najwyższe zaszczyty w przyszłości. Tym bardziej że jesteś trędowaty, biegają za tobą dziennikarze, nie dają spokoju. Wszyscy ci się przyglądają. Lustrują, co robisz. Jak możesz być w takiej sytuacji dyskretnym łącznikiem między biznesem a polityką? Poza tym Tusk się od niego odciął publicznie, Kopacz również postawiła tamę. Niższy szczebel to widzi. I jak reaguje? Przestają odbierać telefony – odpowiada poseł Platformy. 

Sławomira Nowaka pogrążyła opisana przez tygodnik "afera zegarkowa", gwoździem do trumny była zaś "afera podsłuchowa". To właśnie Sławomir Nowak polecał znajomym restaurację "Sowa & Przyjaciele", polityk osobiście znał się z nagrywającym kelnerem. I to w końcu Nowak stał się bohaterem nagrania ocenianego, jako jedno z najbardziej bulwersujących. Na początku 2014 r. spotkał się w VIP roomie Sowy z Andrzejem Parafianowiczem, do niedawna wiceministrem finansów nadzorującym służby skarbowe. Prosił go o zablokowanie kontroli skarbowej i swojej żony: „Chcą ją trzepać. Cały 2012 rok. Chcą najpierw wziąć rachunek bankowy (...). Mam nadzieję, że to dotyczy tylko jej działalności, a nie będą chcieli crossować tego z moim rachunkiem”. „Zablokowałem to” – reagował na te słowa Parafianowicz.

CZYTAJ WIĘCEJ: Taśmy Nowaka: Chcą ją trzepać. STENOGRAM >>>>

Sam Nowak w wywiadzie dla „Newsweeka” zapowiedział kilka tygodni temu, że rozstaje się z polityką. Rozmowę ilustrowała okładka tygodnika ze zdjęciem Nowaka i hasłem „Odchodzę na zawsze”.

"Przy takiej ruinie mojego wizerunku dalej w polityce funkcjonować nie mogę", „Do polityki już nie wrócę”, „Złożę mandat w ciągu kilku tygodni” - mówił w wywiadzie.

Ostatnio stwierdził jednak, że decyzja o oddaniu mandatu jest subiektywna i może się zmienić.