Chodzi o Artura W. , pracownika Grom Group. 

Zawsze znaleźć go można blisko prezesa PiS. Jego znakami rozpoznawczymi są niski wzrost, łysina oraz tatuaże przedstawiające pająka i pięć postaci z filmu "Obcy".

Jak ustalił "Newsweek" do Grop Group trafił z polecenia policjanta. I już tam został, choć nie miał doświadczenia w służbach specjalnych. Ile czasu pracuje dla firmy, tego dokładnie nie wiadomo - jej wiceprezes udziela sprzecznych informacji. 

O Arturze W. wiadomo, że latem 2010 r. został skazany za "uporczywe" niepłacenie alimentów. Nie reagował też na wezwania kuratora sądowego, nie odbierał wezwań i był nieuchwytny dla policji. Koniec końców, sąd postanowił wymierzyć mu karę zastępczą: 45 dni więzienia z nakazem doprowadzenia go siłą. Po miesiącu od wydania za nim listu gończego, zatrzymano go i przewieziono do zakładu karnego na warszawskim Służewcu.

Agencja Grom Group tłumaczy, że W. chodzi przy prezesie jako wolontariusz, a w firmie zajmuje się… robieniem plakatów, "bo zna się na grafice". 

PiS płaci agencji za ochronę prezesa ponad 100 tys. zł miesięcznie.