Chodzi o wyjazd Mariusza A. Kamińskiego, Adama Hofmana i Adama Rogackiego do Madrytu. 30 października politycy wraz z żonami polecieli samolotem tanich linii lotniczych do Hiszpanii na posiedzenie jednej z komisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Delegację tę jako pierwszy opisał "Fakt", który twierdził, że żony polityków wdały się w awanturę ze stewardessą, gdy ta zwróciła im uwagę, że na pokładzie nie można pić własnego alkoholu. To, że wyjazd miał charakter służby, okazało się dopiero później. Na jaw wychodziły kolejne fakty, m.in. ten, że posłowie z sejmowej kasy wzięli po około 3 tys. dla każdego na podróż autem. Co więcej, politycy nie uczestniczyli we wszystkich obradach, na które przyjechali. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

Do polityków z prośbą o komentarz dziennikarze tabloidu mieli dzwonić 3 listopada. Dzień później na biurku Halickiego, który polskiej delegacji do RE przewodniczy, pojawiło się odręczne napisane oświadczenie, podpisane przez Mariusza A. Kamińskiego - tak twierdzą sami politycy. Andrzej Halicki, który o przebiegu sprawy opowiadał w TVN24, twierdził, że pismo dostał dopiero w czwartek 6 listopada. Przyznał, że żaden z posłów się z nim nie skontaktował aż do czwartku. - Świat jest dzisiaj dość dobrze zorganizowany. Są telefony, faksy, różnego rodzaju narzędzia do komunikacji. Chyba nie byłoby z tym kłopotu, gdyby ktoś wcześniej po prostu poinformował, że jest taki kłopot - mówił.

Jak stwierdził, relację o nieobecności polityków na wszystkich posiedzeniach, ma od sekretarza generalnego RE Wojciecha Sawickiego. 

Jarosław Kaczyński zapowiedział, że będzie się domagał usunięcia trzech posłów z PiS. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

A jak tłumaczą się zainteresowani? Twierdzą, że oddali wszystkie pieniądze, nie tylko za podróż, ale i za hotel, a także dietę. CZYTAJ WIĘCEJ >>>