Chodzi o "doprowadzenie Kancelarii Sejmu do niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd polegający na rozliczeniu kwoty około 90 tys. zł w związku z korzystaniem z własnego samochodu w celach poselskich, podczas gdy przebieg jego samochodu wskazuje, że wykorzystanie takiej kwoty nie było możliwe".

Poseł PiS Bartosz Kownacki powiedział, że jest to uzupełnienie wcześniejszego zawiadomienia. Jak mówił, zachodzi podejrzenie, że Radosław Sikorski wykorzystywał pieniądze z biura poselskiego do kampanii wyborczej.

Wiadomo już, że będzie śledztwo w sprawie rozliczeń podróży poselskich Radosława Sikorskiego. Rzecznik prasowy Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk powiedział IAR, że Andrzej Seremet uznał, iż decyzja śledczych o odmowie wszczęcia postępowania w tym zakresie "była przedwczesna". W marcu poseł PiS Bartosz Kownacki złożył zawiadomienie o tym do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście, która odmówiła wszczęcia postępowania. 

Bartosz Kownacki powiedział IAR, że opieszałość śledczych jest niepokojąca. Zdaniem posła PiS, prokuratura wszczęła postępowanie dopiero wówczas, gdy sprawę nagłośniły media. Tymczasem jej okoliczności nie zmieniły się i były znane śledczym wiele miesięcy wcześniej - zauważył mecenas Kownacki. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Tajemnice kilometrówek. Posłanka PiS wzięła ponad 70 tys., a nie ma auta >>>>

Poseł wyraził nadzieję, że prokurator Seremet zażąda wyjaśnień od śledczych, dlaczego na początku roku nie wszczęli postępowania i nie wykonali podstawowych czynności, przewidzianych w takich wypadkach. 

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście otrzymała zawiadomienie w sprawie przekroczenia uprawnień, dotyczyło ono wydania przez Radosława Sikorskiego, w ciągu 6 lat, około 80 tysięcy złotych na podróże poselskie. 

Rzecznik prasowy Prokuratora Generalnego powiedział, że Andrzej Seremet przedstawi swoje argumenty Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, która podejmie decyzję. Jak dodał, niezależnie od oceny Prokuratora Generalnego, śledczy zbadają sprawę, gdyż wpłynęły do nich zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa oszustwa. 

Sprawa dotyczy okresu od 2007 r. do września 2014 r., gdy Sikorski pełnił funkcję szefa polskiej dyplomacji. Ta posada wiąże się z całodobową opieką Biura Ochrony Rządu i możliwością jeżdżenia rządową limuzyną. Mimo to, według "Wprost", co najmniej od 2009 r. Sikorski wykorzystywał publiczne środki na podróże prywatnym autem.

W 2009 r. z kasy Sejmu pobrał 1245 zł, ale już rok później kwota urosła do ponad 21 tys. zł. W 2011 r. było już 26,5 tys. zł, w 2012 r. pobrał 19,1 tys. zł.

Kontrowersje wzbudziły też doniesienia o przyjęciu urodzinowym byłego szefa MSZ, które wyprawiono w zeszłym roku w pałacyku Ministerstwa Obrony Narodowej w Helenowie. Osoba, która zawiadomiła prokuraturę, twierdzi, że impreza kosztowała 200 tysięcy złotych. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Urodziny Sikorskiego na koszt podatnika? >>>