"Super Express" oskarża posłankę o spowodowanie awantury na lotnisku w Charkowie, gdzie spóźniła się na odprawę i - jak pisze tabloid - próbowała wstrzymać lot. Parlamentarzystce PiS towarzyszył partyjny kolega Piotr Pyzik. Oboje odwiedzili Donbas. Spotkali się tam z Polakami.

Samolot wylatywał 25 grudnia o godzinie 7, jednak Małgorzata Gosiewska nie zdążyła na czas i gdy pojawiła się na lotnisku, bramki do odprawy były już zamknięte. Tabloid napisał, że dopiero o godzinie 6 wróciła z imprezy i stąd wynikło to spóźnienie.

Chciała wstrzymać lot z Charkowa do Kijowa, ale obsługa nie chciała o tym słyszeć. Wtedy zaczęła krzyczeć, że Polacy pomagają Ukraińcom, a ci nie chcą nawet samolotu na chwilę zatrzymać - przytacza "Super Express" słowa jednego ze świadków zdarzenia. Podobną relację zamieszcza gazeta.pl, która rozmawiała z osobą "znającą szczegóły incydentu" z udziałem polskich parlamentarzystów:

Oboje byli pijani, jakby przyjechali prosto z imprezy. Krzyczeli do obsługi: "My, Polacy, wam tutaj pomagamy, a wy nie chcecie nam lotu wstrzymać?!". Wyglądało to naprawdę niezręcznie, szczególnie że robiły to osoby - wydawałoby się - na poziomie.

Czy Gosiewska była pijana? Zapytał ją o to "Super Express". - Każdy z nas jest człowiekiem. A w dodatku to był pierwszy dzień świąt. Miałam za sobą jedno piwo... - odpowiada posłanka PiS. W rozmowie z gazetą.pl dodaje, że rozważa "kroki prawne" wobec tabloidu:

Nie byłam na żadnej imprezie. Jedyne, co się zgadza, to to, że faktycznie spóźniłam się pięć minut na odprawę na lotnisku i w związku z tym leciałam dzień później, opłaciwszy dodatkowo zakupiony bilet.