Bomba wybuchła po świętach, kiedy to „Super Express” opublikował artykuł, w którym sugerował, że posłanka PiS wraz z partyjnym kolegą, Piotrem Pyzikiem, uczestniczyli w awanturze na ukraińskim lotnisku. Gosiewska – jak pisał tabloid, powołując się na relacje świadków – zachowywała się tak, jakby była po wpływem alkoholu, spóźniła się na odprawę pasażerską. Wzburzona krzyczała na obsługę, domagając się wpuszczenia na pokład samolotu przygotowywanego do odlotu.

Relacje świadków potwierdzających informację tabloidu opublikowała również gazeta.pl. Jak wyjaśniała tę sytuację Małgorzata Gosiewska? Przede wszystkim potwierdziła, że spóźniła się na lotnisko oraz że „była po jednym piwie”.

Teraz do tych wyjaśnień posłanka PiS dokłada kolejne.

Zaistniałą sytuację traktuję jako kontynuację zmasowanych ataków na mnie, na naszą partię Prawo i Sprawiedliwość za nasze działania skierowane na nagłaśnianie prawdziwej sytuacji na Ukrainie i odsłanianie zakłamanych działań środowisk, które zasłaniając się swoim pseudopatriotyzmem i żonglując hasłami narodowymi – napisała w oświadczeniu opublikowanym przez onet.pl.

W Polsce można każdego "załatwić". Podejmuję trudne tematy, zajmuję się polityką wschodnią, narażam się sowieckiej agenturze grasującej swobodnie po naszym kraju. No i mamy reakcję – skomentowała Małgorzata Gosiewska, odnosząc się do publikacji na temat awantury w Charkowie.