Janusz Palikot przyznaje w "Kropce nad i" na antenie TVN24, że partia miała problemy z terminowym opłacaniem składek ZUS. Twierdzi jednak, że nie miał wyjścia. Jak wyjaśnia - Kancelaria Sejmu płaci klubom w zależności od liczby posłów, a gdy kilkunastu ludzi nagle odeszło z Twojego Ruchu, to dotacje mocno się skurczyły. Trzeba więc było ciąć wydatki i sprawnie zarządzać finansami. Zamiast zwalniać ludzi, czy nie wypłacać im pensji, wolał opóźniać przelewy do ZUS. Lider partii zapewnia jednak, że wszystko jest już wyprostowane.

Twierdzi też, że tym, którzy odeszli z Twojego Ruchu zabrakło charakteru. Zarzuca im, że zrobili karierę na jego plecach, a gdy nadszedł czas próby, to nie wytrzymali. Części swych byłych kolegów zarzuca też polityczną prostytucję . Oskarża tych, którzy przechodzą do partii rządzących, że zrobili to tylko dla stołków. Czy pani sądzi, że Dębski przeszedł do PSL, bo uważa Burego za Napoleona XXI wieku? - pytał Monikę Olejnik.

Uważa też, że padł ofiarą zorganizowanej intrygi. Rozenek został politycznie skorumpowany przez PO - twierdzi. Zaś tłumaczenia, ze rzecznik klubu nie mógł znieść problemów z finansami uznał za kompletną ściemę. Jego zdaniem, gdy słupki poparcia zaczęły iść w górę i stał się zagrożeniem dla Bronisława Komorowskiego, w Platformie powstał scenariusz zniszczenia jego kampanii. Dlatego też postanowił zniweczyć plany wrogów i sam rozwiązał swój klub. Zapewnia jednak, że to nie jest jego ostatnie słowo i w jesiennych wyborach Ruch Palikota stanie się znowu trzecią partią w parlamencie.

ZOBACZ TAKŻE: Rozenek wstąpi do PO? "To, co się stało, skłania mnie do samotności>>>