W artykule "Agentura kelnerów" gazeta ujawnia zeznania podsłuchujących z restauracji "Sowa&Przyjaciele" oraz "Amber Room", którzy nagrywali rozmowy polityków, biznesmenów i urzędników. "Nagroda od PiS" miała nastąpić po obaleniu rządu i przejęciu władzy przez opozycję.

Wiceprezes PiS Beata Szydło komentuje sprawę krótko: Jeszcze więcej takich sensacji i Andrzej Duda wygrywa w pierwszej turze. Jej zdaniem teksty, które mają uderzyć w PiS świadczą o narastającym strachu w sztabie Bronisława Komorowskiego. 

- O nic innego nie chodzi, tylko żeby takimi narzędziami nieczystą walkę w kampanii wyborczej prowadzić - stwierdziła szefowa sztabu Andrzeja Dudy.

Dodała, że Platforma stosuje zasadę czterech "P": "najpierw był prompter, potem plagiat, teraz jest paranoja, a na końcu będzie przegrana".

Rzecznik PiS Marcin Mastalerek dodał, że czeka teraz na publikację w tygodniku "Newsweek" z pytaniami, gdzie był Andrzej Duda, kiedy zakładano podsłuchy i czy ma alibi.
Mówił też, że "najpierw sfera podsłuchowa miała być pisana cyrylicą, potem według doniesień medialnych minister spraw wewnętrznych miał zlecić śledzenie własnych szefów służb, a dzisiaj okazuje się, że tak naprawdę za wszystkim stała opozycja".

Beata Szydło powiedziała, że biznesmen Marek Falenta, który według kelnerów miał zlecić im zakładanie podsłuchów, nie kontaktował się z politykami PiS.

CZYTAJ TEŻ: Afery podsłuchowej ciąg dalszy. Na taśmach od CBA Wałęsa, szef NIK, biznesmen, wiceministrowie... >>>