Komentując publikację "Newsweeka", według której asystenci eurodeputowanych PiS-u są pracownikami tej partii, Kaczyński powiedział, że "Newsweek" posuwa się w swych atakach tak daleko, jak komunistyczna propaganda w roku 1968. Jeśli zaś ktoś ma zastrzeżenia do zatrudniania asystentów, to powinien zwrócić się do instytucji europejskich. Powinien jednak zająć się wszystkimi partiami, a nie tylko PiS-em - zastrzegł Jarosław Kaczyński.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Newsweek": PiS zatrudnia na lewych etatach. Pensję mają z Brukseli>>>

Mówiąc o "aferze podsłuchowej", prezes Prawa i Sprawiedliwości powiedział, że istnieje możliwość szantażowania polityków przez posiadaczy nielegalnych nagrań. Wyciek informacji o nieznanych dotąd nagraniach świadczy natomiast, zdaniem Kaczyńskiego, o kompletnej demoralizacji polskiej klasy politycznej.

Prezes PiS nie chciał komentować działań służb specjalnych w sprawie afery mówiąc, że panuje ogólny bałagan. Kaczyński zapowiedział, że jeśli jego partia dojdzie do władzy, to obywatele dowiedzą się, kto rządzi Polską i jakie powiązania istnieją między politykami, służbami specjalnymi i biznesem.

Jarosław Kaczyński powiedział, że sprawa SKOK-ów jest wykorzystywana w kampanii wyborczej. Jego zdaniem fakty, o których się teraz mówi, były znane już dawno, ale przypomniano je właśnie teraz. Prezes PiS dodał, że sprawy związane ze SKOK-ami powinny wyjaśnić osoby, które były bezpośrednio w nie zaangażowane.

Prezes PiS przyznał, że wiedział, iż kandydat tej partii na prezydenta Andrzej Duda należał kiedyś do Unii Wolności. Dodał jednak, że był to tylko "incydent".