Czy minister Cezary Grabarczyk dostał pozwolenie na broń wbrew przepisom i powinien podać się do dymisji? Sprawie przygląda się prokurator, a policjant, który pomógł szefowi resortu zdobyć dokument usłyszał zarzuty. Jak bowiem informuje "Super Express", minister zdał tylko teorię, a do egzaminu praktycznego nie podszedł - mimo to, policjanci zaliczyli mu strzelanie.

CZYTAJ WIĘCEJ O PROBLEMACH MINISTRA>>>

Co na to partyjni koledzy Grabarczyka? Julia Pitera staje po stronie ministra. Gdyby minister Grabarczyk chciał uniknąć egzaminu, to przede wszystkim unikałby testu, a nie strzelania. Strzelanie to przecież sama przyjemność - mówiła na antenie TVN24 europosłanka PO. Jej zdaniem nie ma mowy o dymisji szefa resortu, bo to nie on przecież domagał się zaliczenia egzaminu, na którym nie był. Gdyby pan minister miał do ukrycia jakąś niepełnosprawność, która mu nie pozwala na używanie broni,
to zrozumiałabym, ale w tej sytuacji ktoś mu chyba zrobił niezamierzoną przysługę
- dodała.

Pitera nie wyklucza też politycznego powodu całej afery. Podejrzewa, że mogła to być pułapka zastawiona na Cezarego Grabarczyka. Nie wykluczam, że ktoś próbuje zbierać haki na ministra sprawiedliwości. Prokuratura musi to wyjaśnić, bo sytuacja jest szalenie niebezpieczna - zauważyła. To zawsze jest bardzo ryzykowane, z uwagi na to, że czasami próbuje się wyciągać takie rzeczy, żeby wywrzeć wpływ na podjęcie jakieś decyzji - skomentowała Pitera.