Założenia programu transportowego PiS, będącego cały czas na prostej drodze do wyborczej wygranej, można streścić w słowach: zrobić wiele rzeczy inaczej niż „bankomaty” (czyli sprowadzeni przez PO i zarządzający od 2012 r. spółkami kolejowymi menedżerowie z sektora finansowego).

Przełomowe są tu zapowiedzi dotyczące budowy kolei dużych prędkości. Chodzi o pociągi jeżdżące do 350 km/h z Warszawy do Łodzi, a stąd do Poznania i Warszawy – tzw. projekt igrek. W grudniu 2011 r. minister transportu Sławomir Nowak zdecydował, że ten projekt zostanie zamrożony do 2030 r., bo Polski na niego nie stać (szacowany koszt to 22 mld zł), a w zamian należy skupić się na modernizacji sieci tradycyjnej.

Aspirująca do rządzenia opozycja podkreśla dezintegrację systemu taryfowego w przewozach pasażerskich: klienci kupują bilety u wielu przewoźników, a to zmniejsza konkurencyjność kolei wobec transportu indywidualnego. Opozycja chce stworzenia wspólnego systemu biletowego dla wszystkich przewoźników kolejowych. Pasażer wybierający się w podróż koleją kupowałby jeden bilet na cały przejazd (włącznie z przesiadkami). Docelowo system miałby być zgodny z kartami miejskimi, służącymi do korzystania z lokalnego transportu publicznego.

Opozycja chce przeniesienia zarządzania nieruchomościami z PKP matki do PKP Polskich Linii Kolejowych, tym samym zmierzając do rozwiązania PKP. – Po spłacie historycznego długu z lat 90. spółka PKP traci swój cel – usłyszeliśmy.

Wśród założeń do programu transportowego PiS znajduje się też wzmocnienie pozycji prezesa Urzędu Transportu Kolejowego, np. poprzez wprowadzenie jego kadencyjności i zwiększenie kompetencji w zakresie regulacji rynku.

OPINIA

JAKUB MAJEWSKI, prezes fundacji Pro Kolej

W sprawie KDP mam mieszane uczucia. Żeby kolej była konkurencyjna wobec autostrad, potrzebne są coraz wyższe prędkości. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że skala tego projektu skanibalizuje inwestycje w kolej konwencjonalną. KDP ma sens, gdyby udało się uzyskać dofinansowanie spoza puli budżetowej, czyli np. w PPP.

Prywatyzacja PKP Energetyka powinna zostać zatrzymana i gruntownie zweryfikowana, bo budzi wątpliwości. Spółka jest zarządcą m.in. podstacji trakcyjnych, kabin sekcyjnych i linii przesyłowych na styku energetyki zawodowej z siecią trakcyjną. Na wyprowadzenie tej infrastruktury poza system kolejowy i kontrolę publiczną nie zdecydował się nikt w Europie. Bo to kwestia bezpieczeństwa kraju. Dotychczasowe reformy Przewozów Regionalnych się nie udały. Ale same zmiany właścicielskie czy nawet zastrzyk gotówki ze strony ARP nie wystarczą. Realną restrukturyzację uruchomi uwolnienie rynku i otwarte przetargi na świadczenie usług przewozowych.

Pod pomysłem wspólnego systemu biletowego podpisuję się obiema rękami. Potrzebny jest nakaz ustawowy, który zobowiąże przewoźników do honorowania obok własnych ofert uniwersalnej taryfy.