Z kolejności kandydatów na posłów na listach wyborczych zatwierdziły zarządy regionalne. Nie wszyscy jednak są z nich zadowoleni. Wystosowano odwołania, którymi zajmie się teraz zarząd krajowy Platformy Obywatelskiej. Wicepremier Tomasz Siemoniak mówi wprost, że listy nie są listami ostatecznymi oraz że interwencja premier Kopacz będzie zdecydowana.

- Jesteśmy w połowie procesu układania list wyborczych - podkreśla szef sztabu PO Marcin Kierwiński. Zapewnił, że każdy, kto na listach się nie znalazł, będzie mógł się od tej decyzji odwołać do zarządu krajowego. - Korekta list jest konieczna w paru przypadkach - mówi z kolei Iwona Śledzińska-Katarasińska. Posłanka nie znalazła się na liście w Łodzi, bo odmówiła startu z czwartego miejsca. Swoje zdanie wyraziła w piśmie, które zamierza przekazać premier Ewie Kopacz. Zapewniła, że są to ogólne uwagi na temat kształtu łódzkiej listy PO pod kątem wykorzystania potencjału poszczególnych kandydatów.

Grzegorz Schetyna przyznaje, że układanie list wyborczych nie jest prostą sprawą. Szef MSZ zajmował się tym, gdy był sekretarzem generalnym Platformy. - Koniec jest ważny - podkreśla Schetyna. Zaznaczył, że PO musi mieć wiarygodne listy, by wygrać wybory.

Zarząd krajowy PO ma na rozpatrzenie odwołań dwa tygodnie. Ostateczny kształt list wyborczych ma zatwierdzić Rada Krajowa. Na razie nie wiadomo, kiedy się zbierze. Pierwotnie jej posiedzenie planowano na 6 sierpnia.