Maciej Łopiński wyjaśnił, że przygotowywany jest raport, który ma przedstawić sytuację, w jakiej Kancelarię Prezydenta zastali współpracownicy nowej głowy państwa. Ma on zostać przekazany wszystkim mediom w tym samym czasie. Na pytanie, czy sytuacja jest "opłakana", minister odpowiedział: Nie chcę używać takich epitetów, ale nie jest to sytuacja dobra.

Przeprowadzający rozmowę Cezary Gmyz z "Do Rzeczy" zaczął jednak wyliczać: zaginione dzieła sztuki, wykasowane e-maile, brak pieniędzy.

- Rzeczywiście otrzymałem taką informację, że nie wiadomo, co się stało z dwoma zabytkowymi obrazami. Co prawda już się pojawiły ze strony Platformy zarzuty, że szukamy kwitów i haków. Nie szukamy, ale jeśli w pałacu nie możemy odnaleźć dzieł sztuki, to ktoś za to odpowiada - wyjaśniał Łopiński.

Dodał, że pracownicy kancelarii nie doszukali się również notatek z rozmów prezydenta Bronisława Komorowskiego z zagranicznymi politykami. Na argument, że mają się one znajdować w MSZ, Łopiński odpowiedział: Tego typu dokumenty dotyczące działalności głowy państwa powinny być w archiwum prezydenckim.

O tym, że prowadzony jest swoisty audyt tego, co po sobie zostawił Bronisław Komorowski i jego współpracownicy, ponad miesiąc temu mówiła nowa szefowa kancelarii Małgorzata Sadurska.

Jeszcze dzień przed inauguracją prezydentury Andrzeja Dudy "Rzeczpospolita" napisała, że odchodzący prezydent zostawia po sobie pustą kasę. Wedle dziennika, miało to oznaczać, że Andrzej Duda będzie miał problemy z zagranicznymi podróżami, które finansowane są z budżetu Kancelarii. Nie będzie też mógł zwolnić ludzi, mianowanych przez swego poprzednika, bo nie będzie pieniędzy na odprawy.