To - jak mówiła premier - rozdział uchodźców od imigrantów ekonomicznych, wzmocnienie granic zewnętrznych Unii oraz pomoc w obozach dla uchodźców w Syrii, Libanie i Jordanii. Według nieoficjalnych informacji, Polska miałaby przyjąć 5 tysięcy dodatkowych osób relokowanych z Włoch i Grecji oraz 2 tysiące zadeklarowanych przez rząd wcześniej. Ewa Kopacz nie chciała mówić o konkretnych liczbach.

Solidarność nie może być solidarnością wymuszoną, bo jaka to solidarność? I nie może być solidarnością nieodpowiedzialną. My odpowiedzialnie chcemy, jako naród polski, powiedzieć ile możemy przyjąć tak, żeby nie zdestabilizować życia. Na pewno nie jest to kwota, która była wymieniana przez Komisję Europejską - oświadczyła szefowa rządu.

Według wcześniejszego planu Komisji Europejskiej Polska miałaby przyjąć prawie 12 tysięcy imigrantów. Premier podkreśliła również, że wierzy, iż Polacy z otwartością przyjmą przybyszów. Trzeba połączyć solidarność i jednocześnie takie ludzkie wejrzenie na tych, którzy uciekają ze swoimi dziećmi, tylko dlatego, że tam jest wojna. Od takiej zimnej kalkulacji trzeba to oddzielić, w tym momencie trzeba myśleć sercem. Ale władza powinna myśleć głową. W związku z tym ta władza bierze pełną odpowiedzialność za to, żeby Polacy nie czuli obecności tych, którzy tu przyjadą - powiedziała Ewa Kopacz.

Spotkanie unijnych ministrów spraw wewnętrznych ws. uchodźców rozpocznie się w Brukseli o 14:30. Polskiej delegacji przewodniczy szefowa MSW Teresa Piotrowska.