Ma to być reakcja na zagrożenie ze strony Rosji.

Z zadowoleniem przyjmuję wkład Wielkiej Brytanii, by wysłać więcej żołnierzy na rotacyjną obecność w krajach bałtyckich i w Polsce. To wszystko to jasny przekaz dla mieszkańców krajów NATO - NATO będzie was bronić. NATO jest na miejscu. NATO jest gotowe - powiedział Stoltenberg w Brukseli.

Rano o planach wysłania żołnierzy mówił w Brukseli brytyjski sekretarz obrony Michael Fallon. Według wstępnych planów Londynu, rotacyjny oddział żołnierzy miałby liczyć do 100 osób.

Jest to część naszej polityki bardziej trwałej obecności po wschodniej stronie NATO, aby odpowiedzieć na jakąś dalszą rosyjską prowokację i agresję - powiedział.

Minister Fallon nie wspomniał o "stałej" obecności", używając raczej słowa "trwała". Miało to uprzedzić pretensje Moskwy o prowokacyjne łamanie zobowiązań, które towarzyszyły rozszerzeniu NATO na wschód. Brytyjczycy nie będą więc stacjonować nad Bałtykiem stale, lecz - jak uściśliło ministerstwo obrony w Londynie - przez "90 procent czasu".

Ich wysłanie nad Bałtyk to element Transatlantyckiej Inicjatywy Wzmożenia Zdolności Bojowej i Szkoleń, zawartej z inicjatywy Stanów Zjednoczonych i Niemiec. Koordynuje ona ćwiczenia wojskowe w państwach bałtyckich i Polsce. Brytyjczycy latają też już nad Bałtykiem w misji ochrony północno-wschodniej flanki NATO.

To jest amerykańsko-niemiecka inicjatywa budowania zdolności, wspierania sojuszników ze wschodu. Brytyjczycy dzisiaj do niej dołączyli, od razu deklarując zaangażowanie. O szczegółach będziemy rozmawiali  - poinformował Siemoniak.

Brytyjscy żołnierze od ubiegłego roku biorą udział w ćwiczeniach i manewrach zarówno w Polsce jak i państwach bałtyckich.

Na dzisiejszą zapowiedź zareagował już Kreml. Rosyjskie władze zapowiedziały, że odpowiedzą na każde przybliżenie infrastruktury NATO do granic Rosji. Wysłanie brytyjskich żołnierzy miałoby być przykładem takiej właśnie ekspansji Sojuszu.

To nie koniec współpracy z zagranicznymi wojskami. W pięciu polskich bazach wojskowych będzie stacjonował amerykański, ciężki sprzęt. Polska i Stany Zjednoczone podpisały właśnie umowę w tej sprawie. Chodzi o bazy w Łasku, Drawsku Pomorskim, Skwierzynie, Ciechanowie i Choszcznie. Poinformował o tym w Brukseli wicepremier i minister obrony Tomasz Siemoniak.

Rozmieszczenie amerykańskiego sprzętu we wschodniej Europie jest amerykańską odpowiedzią na zagrożenie ze strony Rosji. Waszyngton zapowiadał to jeszcze w czerwcu, a teraz znana jest dokładna lokalizacja sprzętu.
Wicepremier i minister obrony Tomasz Siemoniak poinformował, że obie strony będą teraz rozmawiać o szczegółach logistycznych.

Mamy domknięte sprawy formalne ze stroną amerykańską, a teraz będziemy rozmawiali o szczegółach. Jedne miejsca są bowiem przygotowane, a inne wymagają pewnych działań - dodał Siemoniak. Polska chciałaby, aby amerykański sprzęt był już na miejscu w połowie przyszłego roku.

Amerykanie zapowiadali rozmieszczenie ciężkiego sprzętu w 6 krajach na wschodzie NATO. Sprzęt ma służyć 5 tysiącom żołnierzy. Sekretarz Generalny NATO mówił w czerwcu, że ta inicjatywa ma charakter wyłącznie obronny a nie ofensywny. Była to odpowiedź na krytykę Rosji, która twierdziła, że jest to złamanie wcześniejszych umów między Moskwą a NATO.