Jak napisał na Twitterze Roman Giertych, fragmenty, opublikowane przez "Newsweek" to część raportu zespołu adwokatów jego kancelarii. Ma on zawierać analizę zeznań świadków. Wynika z niej, że większość tropów prowadzi do ludzi związanych z PiS, ale prokuratura nie zajmuje się tym w śledztwie - czytamy w "Newsweeku".

Raport, który miał powstać w kancelarii Romana Giertycha, stawia hipotezę o współudziale osób ze środowiska partii opozycyjnych i/lub osób ze środowiska służb, zwłaszcza ABW i CBA.

Według tych materiałów, jeden z kelnerów miał zeznawać, że po ujawnieniu pierwszych taśm usłyszał od drugiego: Łukasz mi mówił, że celem tej akcji jest obalenie rządu i że musimy to przeczekać. Kelner Łukasz N . miał zeznać w śledztwie, że Marek Falenta powiedział mu, iż jest blisko z PiS-em, że może zorganizować spotkanie z prezesem Kaczyńskim i że te nagrania mogą pomóc PiS-owi. Falenta miał zapewniać kelnera, że jak PiS przejmie władzę, to dostanie jakąś tekę z tymi informacjami, które mam. Czyli mogę dostać stanowisko w rządzie PiS.

Sprawę bada Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, ta sama, która w 2009 roku badała sprawę przecieku do mediów nagrań CBA z afer hazardowej i stoczniowej (jedne nagrania opublikowała „Rzeczpospolita” drugie „Wprost” - oba śledztwa po latach umorzono).