Szczyt poświęcony imigracji zbiegł się z wyznaczonym przez prezydenta na 12 listopada pierwszym posiedzeniem Sejmu, na którym obecna szefowa rządu, która mogłaby reprezentować Polskę w Valletcie, ma podać się do dymisji.

Na antenie radiowej Jedynki tłumaczyła, że istnieje kilka możliwości wyjścia z tej sytuacji. Przypomniała, że wicepremier Janusz Piechociński nie musi być w Sejmie, bo nie będzie składał poselskiego ślubowania. Innym rozwiązaniem jest dymisja premier Ewy Kopacz na piśmie.

To jest zadanie dla rządu, tutaj na prawdę nie ma powodu do siania jakiegoś niepokoju - podkreśla.

Małgorzata Sadurska dodała, że sama data ustalona przez szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska jest niefortunna.

Przewodniczący Rady Europejskiej również zna kalendarz powyborczy w Polsce. Zwoływanie na 11 listopada szczytu - w święto narodowego jednego z państw członkowskich jest dla mnie drobnym niedopatrzeniem - zaznaczyła, przypominając że szczyt pierwotnie miał odbyć się tego dnia, a następnie został przesunięty na 12 listopada.

Politycy PO zarzucają prezydentowi, że wybrana data pierwszego posiedzenia Sejmu może spowodować, że nie będzie komu reprezentować Polski na Malcie. Podkreślają, że na szczycie unijnym przedstawicielem Warszawy powinna być szefowa rządu lub prezydent.