- Data unijnego szczytu i pierwszego posiedzenia Sejmu jest niefortunna - powiedział dziennikarzom typowany na ministra spraw zagranicznych w rządzie PiS-u Witold Waszczykowski. Jego zdaniem, zbieżność terminów to wina szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, który mając wiedzę o kalendarzu wyborczym w Polsce powinien dostosować do niego datę szczytu.

Poseł Waszczykowski zwraca uwagę, że zwołany na 12. listopada unijny szczyt będzie spotkaniem nieformalnym. - A więc nie podejmuje żadnych decyzji, jest to burza mózgów - mówi. Powiedział też, że możemy upoważnić jeden z zaprzyjaźnionych krajów naszego regionu do reprezentowania polskiego stanowiska podczas Rady Europejskiej. Dodał, że przebieg szczytu może też śledzić ambasador Polski w Brukseli.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości dodaje, że od szefa Rady Europejskiej oczekuje - jak to określił - poważnych inicjatyw, na przykład jak rozwiązywać problemy, które generują falę emigracji do Europy.

Elżbieta Witek o Donaldzie Tusku: Doskonale zna realia polskiego kalendarza wyborczego

Witoldowi Waszczykowskiemu wtóruje rzeczniczka PiS Elżbieta Witek.

Uważa ona, że szczyt ma charakter nieformalny i Polski nie musi na nim reprezentować premier. Elżbieta Witek dodała, że Donald Tusk, który wyznaczył datę tego spotkania doskonale zna realia polskiego kalendarza wyborczego. Jej zdaniem, od dawna mówiło się o tym, że są trzy możliwe daty - 12, 16 między innymi i 23 listopada i Donald Tusk miał świadomość tego, że w każdym z tych trzech terminów może być zwołane pierwsze posiedzenie.

Taka była decyzja pana prezydenta więc nie widzę tutaj żadnego faux pas w stosunku do pani premier dlatego, że szczyt jest nieformalny - powiedziała rzeczniczka PiS.
Według Elżbiety Witek zastrzeżenia ze strony polityków PO to wywoływanie sztucznego niepokoju, bo bywało już tak, że zamiast premier Ewy Kopacz na unijnych szczytach polski rząd reprezentowali inni urzędnicy.

Tematem spotkania szefów państw członkowskich Unii Europejskiej będzie problem uchodźców.