Prezydent Andrzej Duda nie zamierza zmieniać daty pierwszego posiedzenia Sejmu. Według mediów, prośbę o zmianę tej daty miał skierować do prezydenta marszałek-senior Kornel Morawiecki, tłumacząc to zamieszaniem wokół obecności polskiej delegacji na unijnym szczycie na Malcie.

Prezydent w rozmowie z radiową Jedynką zaznaczył, że sam list od niego jeszcze nie dotarł, ale nie wpłynie na jego zdanie.

- Nie widzę powodów do zmiany decyzji, dlatego że jest możliwość realizacji wszystkich konstytucyjnych postanowień w powiązaniu z wykonaniem obowiązków pani premier, także jeżeli chodzi o Radę Europejską. To raczej jest kwestia jakiś wewnętrznych problemów w Platformie, a nie kwestia tego, że tutaj są jakieś ograniczone konstytucyjne możliwości - dodał prezydent.

Prezydent powtórzył, że sam przepływ informacji między rządem a jego kancelarią nie był najlepszy. Tłumaczył, że informacja szczegółowa z MSZ do Kancelarii Prezydenta dotarła w czwartek wieczorem, "w wyniku kilkukrotnych monitów moich współpracowników, żeby to nadesłano". Wtedy decyzja o pierwszym posiedzeniu Sejmu była już znana.

Na dwudniowe spotkanie na Maltę miała początkowo jechać premier Ewa Kopacz. Prezydent Andrzej Duda wyznaczył jednak pierwsze posiedzenie Sejmu na czwartek, czyli na czas szczytu przywódców Unii w sprawie migrantów.

Premier prosiła prezydenta, by to on pojechał na Maltę, bo - jak tłumaczyła - ona sama jest zobowiązana złożyć w Sejmie dymisję rządu. Kancelaria Prezydenta odpowiadała, że premier ma kilka możliwości, by pojechać na szczyt.

- Jedną z nich jest natychmiastowe podanie się do dymisji. Pan prezydent zadeklarował, że przyjmie tę dymisję  - mówił w piątek prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

Przez ostatnich kilka dni urzędnicy prezydenta i premier nie mogli dojść do porozumienia, dlatego Ewa Kopacz zdecydowała, że Polskę będzie reprezentował premier Czech