Ernest Bejda to od lat jeden z najbliższych współpracowników koordynatora do spraw służba specjalnych Mariusza Kamińskiego. W latach 2006–2009 był jego zastępcą w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, a wcześniej brał udział m.in. w pracach nad ustawą o CBA. Podczas pracy w biurze nadzorował zarząd postępowań kontrolnych, zarząd analiz i ewidencji oraz postępowania prokuratorskie, które prowadził Zarząd Operacji Śledczych (ZOŚ), a także postępowania operacyjne. Ukończył prawo na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, jest po aplikacji adwokackiej i prokuratorskiej. Pracował m.in. w tzw. „policji celnej”, czyli Głównym Inspektoracie Celnym.

W 2011 r. startował do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości w Chełmie. Mimo że był trzeci na liście, a z tego okręgu PiS wprowadziło do parlamentu pięciu posłów, parlamentarzystą nie został. Zdobywając 4,5 tys. głosów uzyskał siódmy wynik wśród kandydatów partii rządzącej. Co ciekawe, po ujawnieniu nagrań między właśnie odchodzącym szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, a była wicepremier Elżbietą Bieńkowską złożył wspólnie z Martinem Bożkiem (wcześniej także w CBA) zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ich zdaniem Wojtunik ujawnił tajemnice państwowe.

Dwaj nasi rozmówcy związani ze służbami mają skrajnie odmienne zdanie. – To nie jest profesjonalista, co zostało pokazane przy sprawie, w której skazany został Mariusz Kamiński. Ktoś taki na szefa służby się nie nadaje – mówi jeden z nich. Drugi wręcz przeciwnie. – Dobry prawnik i ma jaja, bo nie bał się ścigać korupcji na najwyższych szczeblach. Może chłopaki nie dopełnili roboty papierkowej, ale efekty były – mówi z uznaniem.