Rząd, jak pisze portal Onet.pl realizuje strategię odstraszania. Po zakupie specjalnych pocisków manewrujących JASSM przez poprzedni gabinet, nowe kierownictwo resortu obrony, jak wynika z wywiadu z Tomaszem Szatkowskim, chce pójść krok dalej. Zastępca Antoniego Macierewicza, nie powiedział co prawda wprost, że Polska przystąpi do programu udostępniania broni jądrowej, jest jednak pierwszym politykiem, który oficjalnie zapowiedział, że gabinet Beaty Szydło analizuje wejście do tego natowskiego programu.

Jak działa system? Bomby atomowe stacjonują w amerykańskich bazach na terenie państw NATO. W razie wojny, USA "użyczają" tej broni lokalnym władzom - te nie mogą jednak jej użyć bez zgody Waszyngtonu. Do Polski miałyby być te bomby przeniesione z Niemiec - rząd w Berlinie nie czuje się zagrożony, nie chce więc już korzystać z tego programu.

Czy uda się przekonać władze USA? Będzie ciężko - pisze onet.pl. Waszyngton powołuje się bowiem na Akt Stanowiący NATO, który w zamian za zgodę Moskwy na przystąpienie krajów Europy Środkowej i Wschodniej do Paktu, miał zagwarantować brak broni atomowej i stałych baz NATO w tych państwach. Ze względu jednak na politykę Moskwy, politycy amerykańscy zaczynają mówić o zmianie strategii - dwóch republikańskich kongresmenów zwróciło się już do departamentu obrony o możliwość wciągnięcia Polski do programu "wypożyczenia broni atomowej".