Sąd Najwyższy, zgodnie z prawem, od momentu przeprowadzenia wyborów ma 90 dni na podjęcie uchwały stwierdzającej ich ważność. Pod koniec ubiegłego roku karierę zrobiła teza, postawiona przez Rafała Kasprowa i Macieja Gorzelińskiego, twórców G/K Raport i właścicieli firmy doradczej MDI Strategic Solutions, że Sąd Najwyższy nie bez powodu do połowy grudnia rozpatrzył tylko 76 ze złożonych 77 protestów wyborczych. Do rozpatrzenia pozostać miała jedna skarga, dotycząca Prawa i Sprawiedliwości.

Chodzić miało w niej o sytuację, w której Prawo i Sprawiedliwość, Polska Razem oraz Solidarna Polska startowały w wyborach jako jeden komitet wyborczy, podczas gdy - jak piszą autorzy - "była to koalicja wyborcza trzech partii".

PKW jako pierwsza zwróciła uwagę, że o miejscu polityków z partii Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina na listach PiS nie decydowała przynależność do PiS ale udział w koalicji na podstawie aneksu do umowy koalicyjnej. Tym samym nie był to komitet ale koalicja wyborcza - na takim stanowisku stanęło PKW ale dopiero Sąd Najwyższy decyduje czy miało to wpływ na wynik wyborczy - tłumaczą autorzy.

I zwracają uwagę, że w przypadku koalicji inny jest próg wyborczy, który taki koalicyjny komitet musi przekroczyć. Tak było w przypadku Zjednoczonej Lewicy, która - startując jako koalicja - z wynikiem 7,55 proc. nie dostała się do Sejmu. Gdyby zaś przyjęła strategię PiS, jej przedstawiciele na Wiejskiej by zasiedli. 

- Sąd Najwyższy w dniu 19 stycznia 2016 roku może uznać wybory parlamentarne z dnia 25 października 2015 roku za nieważne. Tak, wszystko może zostać odwrócone. Społeczeństwo będzie decydowało jeszcze raz - konkludowali Kasprów i Gorzeliński, cytowani przez serwis naTemat.pl.

Na to samo zwrócił uwagę Roman Giertych w swoim wpisie z 8 grudnia. Sama PKW, proszona o komentarz przez Wirtualną Polskę, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi odpowiedziała: Przepisy Kodeksu wyborczego nie zabraniają zgłaszania przez komitet wyborczy utworzony przez jedną partię polityczną kandydatów będących członkami innych partii politycznych, ani kandydatów bezpartyjnych.

- Gdyby taki scenariusz miał się bowiem ziścić, to byłby to pierwszy krok na drodze doprowadzenia w naszym kraju do wojny domowej - komentował możliwość unieważnienia wyników wyborów parlamentarnych Marcin Wolski, z którym rozmawiał serwis wpolityce.pl

Jednak Sąd Najwyższy w oficjalnym komunikacie poinformował, że rozpoznane zostały wszystkie protesty wyborcze.

Sąd postanowił 44 protesty pozostawić bez dalszego biegu. Na podstawie art. 243 kodeksu wyborczego Sąd Najwyższy bez dalszego biegu pozostawia protest wniesiony przez osobę do tego nieuprawnioną lub niespełniający warunków określonych w art. 241 kodeksu, a także dotyczący sprawy, co do której w kodeksie przewiduje się możliwość wniesienia przed dniem głosowania skargi lub odwołania do sądu lub do Państwowej Komisji Wyborczej.
Sąd uznał sześć protestów za niezasadne, a w przypadku 27 protestów SN postanowił wyrazić opinię o zasadności zarzutów w nich podniesionych i ocenił, że nieprawidłowości wskazane w tych protestach nie miały wpływu na wynik wyborów. Większość z uznanych za zasadne protestów dotyczyła nieprawidłowości związanych z liczeniem głosów polegających na nieuwzględnieniu głosów oddanych przez wnoszących protesty na konkretnych kandydatów w protokołach obwodowych komisji wyborczych.