Dotychczasowa rzecznik - Elżbieta Witek - poświęci się funkcji szefowej gabinetu politycznego premier Szydło.

Rafał Bochenek jest prawnikiem. Podczas kampanii prezydenckiej był konferansjerem w sztabie Andrzeja Dudy. Okazał się stworzony do tej roli, wypadał świetnie, dobrze czuł się przed kamerą. Z pewnością pomógł mu w tym epizod z telewizji. Przez dwa lata zapowiadał prognozę pogody w TVP Kraków. Wcześniej, jako nastolatek, prowadził w krakowskiej stacji młodzieżowy program "Bzik kontrolowany".

Pochodzi z zamożnej rodziny, jego rodzice są właścicielami między innymi zajazdu i przedszkola. Od dawna ciągnęło go do polityki. W tej mniejsze, samorządowej, sprawdzał się jako radny Wieliczki.

Dla wielkiej polityki odkryła go Beata Szydło - pisze "Dziennik Polski". Spodobał jej się sposób, w jaki prowadził w Wieliczce konwencję inaugurującą kampanię wyborczą PiS przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi - nietypową, bo w stylu amerykańskim: z orkiestrą, balonami, kotylionami i flagami.

Potem poprowadził konwencję wojewódzką w Krakowie, i w końcu też konwencję główną w Warszawie. Tam Bochenek zwrócił uwagę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Po konwencji zaprosił mnie do swej garderoby i pogratulował. Powiedział: „jest pan młody, kiedy pana zobaczyłem, obawiałem się, że może pan nie podołać, ale bardzo mi się podobało- opowiadał wówczas jeszcze jako konferansjer w rozmowie z "Dziennikiem Polskim".

Rafał Bochenek sam przyznaje, że w mediach czuje się jak ryba w wodzie. Dobrze wspomina epizod, kiedy angażował się w kampanię Andrzeja Dudy. Testem była dla niego transmitowana na żywo konwencja przed pierwszą turą wyborów prezydenckich. Tak relacjonował to wydarzenie w rozmowie z "Dziennikiem Polskim":

Czekamy na przyjazd Dudabusu, gdy słyszę w słuchawce: „Rafał, Dudabus utknął w korku, mamy dziewięć minut spóźnienia”, więc improwizuję, rozmawiam z ludźmi, wspominam wcześniejsze kampanie wyborcze, a gdy dla załatania dziury łączymy się z Gdańskiem, gdzie też trwa konwencja, połączenie zostaje zerwane... Pomyślałem wtedy, że jeśli coś jeszcze się zepsuje, to chyba zapadnę się pod ziemię. W końcu Dudabus przyjechał, dalej wszystko było już zgodnie z planem. Teraz śmieję się z tego zdarzenia, ale wtedy zszedłem ze sceny z bólem głowy.

Od dziś Rafał Bochenek stoi na samym środku politycznej sceny, w świetle kamer i pod ostrzałem opozycji. Jak sobie poradzi? Z pewnością jeszcze nie raz będzie boleć go głowa.