W piątek S&P zdecydowała o obniżeniu ratingu z AAA- do BBB+, co uzasadniono niestabilną sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego i mediów publicznych.

Jarosław Sellin przekonywał na antenie Radia ZET, że obniżenie ratingu mogło być wynikiem walki o interesy ze strony środowisk biznesowych w Polsce. – S&P podjęła tę decyzję dokładnie w tym dniu, kiedy prezydent przedstawił projekt ustawy w sprawie frankowiczów i podpisał ustawę o podatku bankowym. Widzę koincydencję, to są jednolite środowiska. Sfery finansowe mogą po prostu walczyć o swoje interesy – mówił polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Reprezentant partii Jarosława Kaczyńskiego w „7 Dniu Tygodnia” podkreślił, że w tym samym czasie pozytywne oceny Polsce wystawiły m.in. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. – Ta decyzja dziwi. Nie ma co wpadać w histerię – mówił minister rządu Beaty Szydło.

Jarosława Sellina wspierał profesor Krzysztof Szczerski, minister w Kancelarii Prezydenta, który sugerował, że decyzja S&P może być testem odporności Polski na krytykę z zewnątrz. – Pytanie brzmi, czy jesteśmy odporni na tego typu bodźce, bo one nie są przypadkowe. To jest walka między wolą demokratycznych władz w Polsce, a czynnikami zewnętrznymi: agencjami ratingowymi, bankami, sferami finansowymi i instytucjami – przekonywał Szczerski.

Jego zdaniem Polska musi pokazać, że prowadzi suwerenną politykę, bo jeśli ulegnie krytyce, to ofensywa z zagranicy się nasili. – Wtedy będziemy krajem, który każdy będzie sobie testował. Na pochyłe drzewo każda koza skacze. Nie można poddawać się takiemu bodźcowaniu, a tym bardziej się z tego cieszyć, że znów ktoś uderzył w PiS – przekonywał Szczerski.

Ze strony opozycji najostrzej spadek wiarygodności Polski w oczach S&P tłumaczyła Katarzyna Lubnauer. – W uzasadnieniu było napisane, dlaczego czynniki polityczne mają wpływ na gospodarkę. Zamach na Trybunał Konstytucyjny jest znakiem, że instytucje państwa nie są bezpieczne. To znaczy, że może być zamach również na niezależność Narodowego Banku Polskiego i zewnętrzna agencja ratingowa ma prawo mieć takie obawy – argumentowała posłanka Nowoczesnej.

Przypomniała, że PiS w ciągu trzech miesięcy zdecydowała o zawieszeniu reguły wydatkowej, a w czasie prac sejmowej komisji finansów mówiono o możliwości dodruku pieniądza. – To wszystko, wraz z zagrożeniem dla NBP, może powodować, że oni czują zagrożenie gospodarcze – mówiła posłanka.

Jako kolejny argument podała zmiany w mediach publicznych. – Obniżenie ratingu oznacza droższe kredyty dla całego kraju i wyższy kurs franka, za który zapłacą wszyscy posiadacze kredytów frankowych. I nic im nie pomoże żadna ustawa. W piątek w „Wiadomościach” poświęcono temu 7 sekund. To brzmiało jak „po co się babcia niepokoi, niech się babcia cieszy” – mówiła Katarzyna Lubnauer.

- Ta informacja oznacza, że w trzy miesiące udało się zniszczyć coś, co budowaliśmy 26 lat. Jeszcze nigdy demokratyczna Polska nie zanotowała obniżenia ratingów! Mamy to i mamy sprawę w Komisji Europejskej – wypomniała rządowi Prawa i Sprawiedliwości kolejne sprawy reprezentantka partii Ryszarda Petru.