Według pierwotnych planów dwa małe samoloty dla najważniejszych osób w państwie miały być dostarczone już w czerwcu tego roku. O tym, że resort obrony zmienił koncepcję zakupu, w styczniu informowało RMF FM. Prace zainicjowane jeszcze przez poprzednią ekipę rządzącą wstrzymano, gdyż – jak tłumaczyli urzędnicy – „chciano stworzyć rozwiązanie kompleksowe, a po zakupie małych samolotów przez lata pewnie byśmy się nie doczekali tych większych”. Teraz wreszcie wiadomo więcej: małe i średnie maszyny mamy kupić w podobnym czasie.

– Przetargi na samoloty dla VIP-ów ogłosimy jeszcze w tym roku. Średnie powinny wejść do użycia w ciągu trzech lat, małe – znacznie szybciej – mówi DGP wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki. Jeśli chodzi o małe statki powietrzne, prawdopodobnie wciąż będziemy chcieli kupić używane. We wstrzymanym postępowaniu proponowane samoloty miały być nie starsze niż 10 lat, a całkowity nalot – mniejszy niż 3,5 tys. godzin. Wtedy zakładano, że samoloty będą w stanie przelecieć przez Atlantyk. Tymczasem teraz te mniejsze mają nam służyć tylko do podróżowania po Polsce i bliskiej Europie. Do dalszych podróży mają służyć dwie maszyny średniej wielkości. – Choć będą to dwa oddzielne postępowania, to chcemy je ogłosić w tym samym czasie – wyjaśnia Kownacki.

Samoloty dla najważniejszych osób w państwie mają w Polsce pod górkę, ponieważ nikt nie chce za nie płacić. Choć używają ich kancelaria Sejmu, kancelaria premiera, Kancelaria Prezydenta i Ministerstwo Obrony Narodowej, to jeśli chodzi o wyasygnowanie funduszy na ich zakup, chętnych brakuje. Obecnie polskie VIP-y latają wyczarterowanymi od LOT embraerami 175. Umowa na dzierżawę dwóch maszyn tego typu została zawarta na lata 2014–2017, a jej wartość przekracza 140 mln zł. Wcześniej podobna umowa obowiązywała w latach 2010–2013.

Chęć zakupu dwóch średnich samolotów to w pewnym sensie powrót do sytuacji sprzed kilku lat, do czasów, gdy polskie VIP-y latały jakiem-40 oraz „tutkami”, czyli samolotami Tu-154, z których jeden się rozbił w 2010 r. pod Smoleńskiem. Na krótszych dystansach, głównie na lotach krajowych, wykorzystywano też bryzy. Teraz koncepcja ma być taka sama, tylko maszyny nowsze. Trzecim filarem ma być duży samolot. Z tym że tu już nie będzie mowy o kupnie, a raczej o możliwości czarteru dwa, trzy razy do roku np. dreamlinera od LOT. Ten samolot miałby być wykorzystywany m.in. przez prezydenta czy premiera w misjach gospodarczych do państw najodleglejszych, jak Australia czy Chiny.

Choć do składania ostatecznych ofert jeszcze daleka droga, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że jako mały wybierzemy samolot wyprodukowany przez jedną spośród trzech firm; francuskiego Dassaulta (samolot Falcon), amerykańskiego Gulfstreama lub kanadyjskiego Bombardiera (Global). Wśród średnich najprawdopodobniej rywalizować będą amerykański Boeing, francuski Airbus oraz brazylijski Embraer.

Nad przetargami na małe samoloty ciąży swoiste fatum. Inspektorat Uzbrojenia jeszcze w marcu 2014 r. ogłosił postępowanie na czarter dwóch jednostek tego typu. Jednak już miesiąc później zostało ono unieważnione, ponieważ zgłosiło się tylko dwóch chętnych, a minimalnie wymagano trzech oferentów. Ponad rok później, w czerwcu ubiegłego roku, ogłoszono kolejne postępowanie, tym razem już na zakup dwóch maszyn tego typu. Tego postępowania jednak też nie rozstrzygnięto. Wydaje się, że jeśli nowy rząd nie zrobi tego w najbliższych miesiącach, to szanse na to, że VIP-y doczekają się nowych maszyn, będą z roku na rok spadały. Z doświadczenia wiadomo, że im bliżej wyborów, tym trudniej o tego typu decyzje.