- Witam Państwa i powiem szczerze, że nie sądziłam, że kiedykolwiek jeszcze będę musiała wystąpić przed takim tłumem – zaczęła swoje przemówienie. Po czym wyjaśniła, że jej mąż, Lech Wałęsa, był zbyt zmęczony podróżą ze Stanów Zjednoczonych, żeby mógł zabrać głos osobiście.

- Ale obiecał, że jak zbierze się jeszcze większa grupa, to on przyjdzie - dodała Danuta Wałęsa.

W bardzo dosadnych słowach zastrzegła, że dziś ani ona, ani jej mąż, nie mogą liczyć na Kościół i zapewniła, że Lech Wałęsa "nikogo nie skrzywdził i nie brał żadnych pieniędzy".

- Chciałabym zamanifestować sprzeciw wobec tego rządu i względem tego małego człowieczka, który stoi za tymi, których wybrał, i nawet się nie wychyli, bo się boi. Bo on się bał i w stanie wojenny. Nie internowali go, zamknął się z kotem w czterech ścianach - podkreśliła na koniec.