Do takich mało optymistycznych wniosków można dojść po lekturze najnowszego, liczącego prawie 280 stron raportu Instytutu Spraw Publicznych (ISP) pt. „Pieniądze i polityka na szczeblu lokalnym”.

Przez półtora roku grupa kilkudziesięciu wolontariuszy ISP analizowała przebieg ostatniej samorządowej kampanii wyborczej z 2014 r. oraz jej rozliczanie przez komitety wyborcze. Monitoring prowadzony był w 13 różnej wielkości miastach. Pod lupę wzięto kampanię 54 kandydatów z 35 komitetów.

Raport ukazuje dwa aspekty kampanii, o których kandydaci woleliby chyba nie wspominać. Po pierwsze – wszelkie chwyty, nawet niezgodne z prawem, w trakcie elekcji są na porządku dziennym. Po drugie – brudne ręce po wyborach ma praktycznie każdy komitet wyborczy.

Zadziwiający jest np. poziom wpłat niedozwolonych w postaci wpłat gotówkowych czy przelewów z kont firmowych (komitety wyborcze mogą otrzymywać wsparcie wyłącznie w formie bezgotówkowej, czyli np. czekiem, przelewem, kartą płatniczą). Problem ten dotyczy zarówno mniejszych komitetów, takich jak KWW Jastrzębska Wspólnota czy KWW Forum Samorządowe i Piotr Uszok, gdzie odsetek wpłat niedozwolonych wyniósł od 9 do 16 proc. wszystkich wpłat, jak i większych, np. na fundusz wyborczy SLD niezgodnie z przepisami kodeksu wyborczego przekazano 5 proc. środków, czyli 529 wpłat na kwotę ponad 361 tys. zł. Przepływy gotówki łatwo jednak ukryć. „Zdarza się, że poszczególni kandydaci pozyskują środki gotówkowe samodzielnie, poza komitetem wyborczym, i z nich następnie finansują swoją kampanię. Informacje na ten temat nie są później ujawniane w sprawozdaniach finansowych” – wynika z raportu ISP.

Komitety wybiórczo podchodzą też do kwestii sprawozdań finansowych. A to może służyć próbie zatuszowania niedozwolonych darowizn – chociażby w postaci lokali, w których potem działa komitet. Przykładowo KWW Warszawska Wspólnota Samorządowa w sprawozdaniu nie ujął żadnych faktur za media, internet czy telefon, mimo użytkowania siedziby organizacji przy ul. Marszałkowskiej 34/50. Z kolei w Zakopanem KWW Twoje Zakopane nieodpłatnie zorganizował sobie siedzibę w hotelu przy ul. Krupówki 2. „Z list tego komitetu startował w wyborach ówczesny burmistrz Zakopanego i jednocześnie właściciel hotelu” – zwracają uwagę autorzy raportu.

Przepływy finansowe są trudne do zweryfikowania także dlatego, że badane są bardzo późno. ISP wskazuje, że trzy komitety partii politycznych (SLD Lewica Razem, Partia Zieloni i Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego) miały nieuregulowane zobowiązania za wydatki poniesione w związku z kampanią. Opiewają one łącznie na prawie 1,8 mln zł. To, czy zostaną spłacone, będzie możliwe do sprawdzenia dopiero na podstawie sprawozdań rocznych partii politycznych, dotyczących 2015 r., składanych do PKW do końca marca 2016 r. A więc niemal półtora roku po wyborach samorządowych.

Podejrzenia ISP wzbudziły też spore rabaty udzielane niektórym komitetom przez kontrahentów. Przykładowo jeden z kandydatów KW Platforma Obywatelska RP w Warszawie za „doradztwo wizerunkowe” zapłacił całe... 32 zł brutto. Z kolei KW PiS w Krakowie wykupił billboardy dla dwójki swoich kandydatów za 20 zł (dla kandydata na prezydenta Marka Lasoty) oraz 35 zł (dla radnej Moniki Bętkowskiej). Z faktur tych nie wynika, na jaki okres wykupiono usługę (zazwyczaj nie jest to możliwe na jeden dzień) ani jaką powierzchnię miały billboardy. ISP zwraca jednak uwagę, że w firmie Ströer Media wykupienie billboardu o powierzchni 12 mkw. na 14 dni kosztuje 900 zł, czyli 64 złote za dzień.

Współautor raportu Filip Pazderski w rozmowie z nami przyznaje, że w przypadku kampanii wyborczych wielokrotnie mamy do czynienia z umyślnym omijaniem lub wręcz łamaniem prawa. – Oczywiście moglibyśmy zgłosić niektóre rzeczy do prokuratury, ale jeszcze nad tym się nie zastanawialiśmy i przyznam szczerze, że nie wiem, czy taka powinna być rola instytutu. Bardziej zależy nam na wykazaniu pewnych problemów systemowych – tłumaczy. Jego zdaniem za mała jest współpraca organów ścigania czy kontroli skarbowej z organami wyborczymi. – 80–90 proc. spraw, nawet jeżeli jest podniesionych, potem się umarza. Potwierdzają to sami przedstawiciele organów wyborczych, takich jak Krajowe Biuro Wyborcze (KBW) – mówi.

Jak słyszymy w KBW, największym problemem są braki kadrowe, finansowe oraz nieżyciowe regulacje. – Cały dział finansowania kampanii wyborczych zajmuje się tylko audytem, nie mamy uprawnień śledczych – mówi nam jeden z pracowników KBW.

Zdaniem dr. Grzegorza Makowskiego z Fundacji Batorego większa kontrola komitetów jest możliwa bez dużych nakładów środków. – W dzisiejszych czasach nie byłoby problemem stworzenie systemu, który prezentowałby na bieżąco wydatki i przychody komitetów. Takie rozwiązania na dużą skalę funkcjonują np. w Kanadzie w odniesieniu do urzędników. Tam jak urzędnik z prowincji Alberta kupi sobie w delegacji chociażby kawę, następnego dnia musi to wykazać w elektronicznym sprawozdaniu – wskazuje dr Makowski.