W sprawie 500 plus wszystko jest już zapięte na ostatni guzik?

Dopinamy. Jesteśmy na etapie wdrożeniowym, w którym nie wszystko zależy od ministerstwa, a dużo od samorządów, które przygotowują się do obsługi wniosków i wypłat. Istotna jest też współpraca z sektorem bankowym i ZUS-em, przez które zostanie uruchomiona elektroniczna droga składania wniosków. Ponieważ na tym etapie wiele zależy od innych instytucji, to nie jestem już tak spokojna jak wówczas, gdy wszystko zależało od ministerstwa.

Jakie problemy mogą wystąpić na starcie?

Uruchomienie tak dużego programu zawsze rodzi obawy. Najważniejsze, by w pierwszych dniach nie było nawału wniosków w punktach, gdzie będą przyjmowane. Czy tak się stanie, zależy od akcji informacyjnej, którą przygotują samorządy oraz rząd. Chcemy dotrzeć do rodzin z informacją, że na złożenie wniosku, aby otrzymać świadczenie od 1 kwietnia, mają trzy miesiące. Jeśli to zrobią do 1 lipca, to dostaną wyrównanie od 1 kwietnia. Jeśli rodzice będą o tym wiedzieli, to nie przeżyjemy naporu na punkty przyjmujące wnioski. To zależy także od liczby punktów, które będą przyjmowały wnioski. Ważne jest to, jak logistycznie poradzą sobie samorządy, które będą te wnioski przyjmowały. Samorządy są różne i wiele będzie zależało od ich zaangażowania i kreatywności.

Jest pani w stanie udzielić pomocy samorządom z kłopotami? Będzie straż pożarna 500 plus?

Kiedyś kłopoty z obsługą wniosków dotyczących świadczeń rodzinnych zdarzyły się w Szczecinie. To było w 2004 r. Wtedy miasto posiłkowało się służbami z całego województwa zachodniopomorskiego. Samorząd, który dostał obsługę wniosków jako zadanie zlecone, będzie musiał rozwiązać sytuacje problemowe. Oczywiście jeśli będziemy mogli udzielić pomocy, to nie uchylam się od żadnej jej formy. Może być ona szkoleniowa, instruktażowa, interpretacyjna, prawna. Wsparcie finansowe już zostało udzielone, samorządy dostały pieniądze tak szybko, jak to było możliwe. Minister finansów wydawał zgody błyskawicznie i 65 mln zł zostało przekazane w ciągu kilku dni. Także kolejne miesięczne transze będą przekazywane na czas, więc nie spodziewam się zatorów. Ale oczywiście życie jest bogatsze od ustaw.

Najwięcej zależy od tego, kto będzie obsługiwał wnioski. Czy będą to osoby pracujące przy świadczeniach rodzinnych, czy przesunięte od innych zadań, czy specjalnie zatrudnione. Najlepszy model byłby, gdyby kadrę stanowili doświadczeni urzędnicy uzupełnieni nowymi.

Część samorządów boi się niedoszacowania liczby dzieci na swoim terenie. W Piasecznie może ich być dwa razy więcej.

Szacunki są zawsze orientacyjne, będziemy płacić tylko za rzeczywistą liczbę dzieci. W takim przypadku będą korekty.

A co jeśli za kilka miesięcy okaże się, że program był niedoszacowany i wydatki w skali roku będą większe o miliard czy dwa?

Nie sądzę, by skala problemu mogła być tak duża. Liczę się z ewentualnymi odchyleniami do prognozowanych skutków budżetowych w jedną czy drugą stronę, ale na pewno nie aż o miliard złotych. Musimy pamiętać, że wypłata jest na wniosek, więc część osób może zrezygnować z tych pieniędzy. Dopiero 1 lipca dowiemy się, ile osób wystąpiło o wypłatę.

System Empatia da radę obsłużyć tyle wniosków? Nie będzie opóźnień w wypłatach?

Faktycznie, jeśli szukamy jakiegoś wąskiego gardła, to może nim być właśnie Empatia. Otrzymałam ją w spadku po poprzednikach. Nie była przygotowana pod taką pracę. Jedynie na bazie doraźnej optymalizacji udało się ją do tego zadania przygotować. Ale mimo to uważam, że żadne opóźnienia nie wchodzą w grę. W końcu wypłaty wniosków z wyrównaniem od kwietnia zaczną się w lipcu, dlatego trzymiesięczne opóźnienie nie jest możliwe.

Na ile możliwy korek przy występowaniu z wnioskami pomoże rozładować droga elektroniczna, czyli składanie wniosków np. za pośrednictwem banków?

To może być znaczące odciążenie. Z bankowości elektronicznej korzysta mniej więcej połowa Polaków, w tym zwłaszcza młode rodziny z dziećmi. To będzie duża dogodność. Wiem, że banki szykują się do tego, przygotowują filmy instruktażowe. To wygodne i atrakcyjne narządzie.

Podobają się pani pomysły obudowania 500 plus dodatkowymi ofertami, jak opisywany przez DGP pomysł MF obligacji dedykowanych dla osób chcących oszczędzać pieniądze z programu 500 plus?

Cieszę się, bo pomysłów jest bez liku. To pokazuje, jakie ożywienie w wielu obszarach powoduje wprowadzenie świadczenia wychowawczego. Rodzice już deklarują, na co będą wydawać pieniądze. Część, co zrozumiałe, zwłaszcza w uboższych rodzinach, na polepszenie standardu życia dzieci: lepsze ubrania, lepszą żywność. Ale jeszcze bardziej cieszy, że także na usługi edukacyjne, książki czy właśnie oszczędzanie na przyszłość dzieci.

Myśli pani, co po 500 plus, czyli jakie działania w polityce prorodzinnej powinny mieć miejsce?

Myślę, ale gdyby słyszał to minister Szałamacha, to pewnie drżałby ze strachu. Oczywiście, że o tym myślimy, ale dopóki nie wdrożymy 500 plus, nie będziemy przesądzali o kolejnych krokach. Musimy pamiętać, że wdrażamy jednocześnie rozwiązania, jakie zostawili nam poprzednicy: wydłużone urlopy, świadczenia rodzicielskie czy ustawę żłobkową. Dziś mamy nie tylko ustawę 500 plus. Kolejnym dużym krokiem będzie przygotowanie wielokierunkowej strategii wspierania rodziny, w którą będą zaangażowane także inne resorty. Znajdą się w niej: program mieszkaniowy dla młodych rodzin, ochrona zdrowia, edukacja czy instytucjonalna opieka nad małym dzieckiem.

Czyli opieka nad najmłodszymi będzie rozbudowywana?

Tak. Kontynuujemy program Maluch. Utrzymaliśmy ten sam poziom finansowania, ale liczba miejsc żłobkowych będzie w tym roku większa niż w zeszłym. Jestem zwolennikiem likwidacji białych plam w tej opiece i bardziej równomiernego kierowania strumienia pieniędzy do miejsc, w których jest niskie wsparcie opieki nad małymi dziećmi. Duże miasta sobie z tym radzą, gorzej jest na prowincji.

A jak wspierać tę opiekę na prowincji: żłobki czy mniej kosztowne formy?

Jestem za takimi, które lepiej się wpisują w możliwości finansowe samorządów w mniejszych miejscowościach. Żłobki wymagają większego finansowania i nie dają elastyczności, gdy na przykład liczba dzieci spada. Większą elastyczność dają takie formy jak kluby dziecięce czy opiekun dzienny, ale cieszą się mniejszym zainteresowaniem. Musimy sprawdzić, z czego to wynika (może z braku informacji?) i próbować to zmienić.

Czy bierze pani pod uwagę jakieś dalsze kroki dotyczące urlopów rodzicielskich lub wychowawczych?

Na razie pozwólmy podziałać naszym urlopom w obecnej formie, bo rodzicielskie mamy najdłuższe w Europie. Wprowadzamy program 500 plus, co znacząco poprawi sytuację rodzin wielodzietnych i da im jakieś pole manewru. Kobieta nie jest w sytuacji przymusowej. Wreszcie będzie miała swobodę decyzji, będzie np. mogła na pół etatu wrócić do pracy, a w tym czasie zapewnić dziecku opiekę.

Polki i Polacy jako główną barierę w posiadaniu dzieci wskazują kwestie materialne. 500 plus w części pomoże, ale czy planuje pani jakieś działania na rynku pracy?

Wprowadzone przez nas świadczenie znacząco poprawi sytuację rodzin, ale oczywiście nigdy nie może i nie powinno zastąpić dochodów z pracy. Jesteśmy krajem, gdzie zarobki są niskie, a ich wzrost jest wolniejszy niż wzrost wydajności pracy. Stąd działania w kierunku ograniczenia samozatrudnienia czy przeciwdziałania patologiom na rynku pracy, o czym świadczy ustawa o minimalnej płacy 12 zł za godzinę.

Są nowe regulacje dotyczące umów-zleceń. Czy będzie kolejny krok, np. jeszcze większe składki przy zleceniach czy ozusowanie umów o dzieło?

Od stycznia umowy-zlecenia są oskładkowane do poziomu najniższej płacy, a już od grudnia wzrasta liczba umów o pracę. Likwidujemy przepis dotyczący tzw. pierwszej dniówki, co powinno nam dać możliwość zmniejszenia szarej strefy i zrobienia z Państwowej Inspekcji Pracy służby skutecznej, a nie bezradnej jak dotychczas. Wzrosła płaca minimalna, wejdą przepisy o minimalnej stawce godzinowej. Poczekamy. Zobaczymy, jak działają te rozwiązania.

Premier Beata Szydło w wywiadzie dla DGP mówiła, że rząd zastanawia się m.in. nad wprowadzeniem jednolitego podatku. Pani podoba się taki pomysł?

Ma swoje zalety. W sytuacji, gdy inne działania, o których mówiłam, okazałyby się nieskuteczne, być może to jest to, co nazwałam bardziej radykalnym sposobem działania.

Mówiła pani o tym, że zaczyna już być widać rynek pracownika. Jakiego spodziewa się pani bezrobocia w tym roku?

Na koniec roku będzie jednocyfrowe, na poziomie 9 proc. Choć są też optymistyczne prognozy, że może spaść poniżej tego poziomu. Ale nie zapominam, że mamy regiony, gdzie nadal jest w okolicach 20 proc. Tam ludzie się irytują, jak słyszą, że sytuacja się polepsza, bo u nich nadal nie ma pracy. Zresztą nawet przy spadającym bezrobociu widać problemy. To z jednej strony sporo osób długotrwale bezrobotnych, które trudno zaktywizować. Z drugiej to kłopoty z pracą dla osób w wieku 50 plus czy nadal wysokie bezrobocie wśród młodych ludzi.

Co z kwestiami emerytalnymi? Obniżenie wieku wejdzie w wersji proponowanej przez prezydenta czy będą poprawki?

Nie wycofujemy się z powrotu do wieku 60 i 65 lat. Nastąpi to w 2017 r. Z dokładniejszym wskazaniem daty miałabym problemy, bo dziewięć miesięcy na wdrożenie systemu potrzebuje ZUS, a projekt ustawy jest dopiero po pierwszym czytaniu w Sejmie. Nadal trwają rozmowy ze związkami, które podnoszą element stażu składkowego. Ale musimy mieć dokładne dane dotyczące skutków finansowych różnych wariantów. Musimy postępować odpowiedzialnie, bo wprowadzenie stażu mogłoby zwiększyć skutki finansowe ustawy.

Za chwilę zaczyna się okienko OFE. Co oznacza ono z perspektywy resortu?

Na pewno ważna będzie informacja, w którą stronę odbywa się przepływ: czy do OFE, czy do ZUS. Pamiętam, jak zaczynało się poprzednie okienko: gdy początkowo wydawało się, że w funduszach nie zostanie wiele osób, to ostatecznie trafiło do nich 2,5 mln. Wkrótce wyjaśni się, czy to okienko szansy, czy straty dla funduszy. Wydaje mi się, że będzie zyskiwał ZUS, ale oczywiście ostatecznie przekonamy się o tym w lipcu.

A jeśli okaże się, że drugi filar wybiorą nieliczni, możliwa jest polityczna decyzja o jego likwidacji?

Jeśli taka decyzja zapadnie, to panu powiem o tym pierwszemu.

Wicepremier Morawiecki w ramach "Planu odpowiedzialnego rozwoju" chciałby rozwinąć III filar. Proponuje m.in. tzw. domyślność. Podoba się pani takie rozwiązanie?

Chciałabym, by Polacy w III filarze zabezpieczali swoją przyszłość, ale rozumiem, że większości z nich na to nie stać. Dobrze byłoby, gdyby III filar był na tyle atrakcyjny, aby odkładanie w nim było opłacalne. Ale to pole do współpracy między ministrem Szałamachą a wicepremierem Morawieckim. Sama zasada domyślności to interesujący pomysł.