W piątek "Rzeczpospolita" napisała, że nowe informacje o wypadku na A4 z udziałem prezydenckiego samochodu wskazują, iż "w BOR świadomie narażano prezydenta na niebezpieczeństwo", a w dniu zdarzenia "popełniano też błąd za błędem". Według "Rz" w limuzynie Andrzeja Dudy założono oponę wycofaną z użycia; nowych w magazynie nie było.

"W kraju, w którym dokonała się tak wielka katastrofa, jak katastrofa smoleńska, nie do pomyślenia jest to, by instytucje państwa w tak ogromnym stopniu ignorowały zasady bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Okoliczności opisane przez "Rzeczpospolitą" są tak dramatyczne, że z całą pewnością natychmiast sytuacją z BOR powinna zająć się prokuratura - podkreślił na piątkowej konferencji prasowej rzecznik PO Jan Grabiec.

Dlatego też Platforma ma zamiar jeszcze w piątek złożyć zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na narażeniu życia i zdrowia prezydenta Andrzeja Dudy poprzez przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

Grabiec ocenił, że okoliczności marcowego wypadku Dudy, zwłaszcza te dotyczące ingerencji decydentów politycznych w wykonywanie procedur bezpieczeństwa, zmiany planów podróży prezydenta, nieszanowania reguł i wypracowanych standardów BOR przypominają okoliczności katastrofy smoleńskiej. To zdumiewające, że w Polsce rządzonej przez PiS nie szanuje się procedur dotyczących bezpieczeństwa, nie szanuje się w ogóle procedur prawa - dodał rzecznik Platformy.

Polityk pytał też, dlaczego szef MSWiA Mariusz Błaszczak o ustaleniach BOR w sprawie wypadku prezydenta nie poinformował w zeszłym tygodniu sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji, która rozpatrywała wniosek Platformy o jego odwołanie. Dlaczego te okoliczności były utajnione do momentu głosowania nad wotum nieufności dla ministra Błaszczaka? Czy minister Błaszczak znał te okoliczności, czy poinformował o nich premier Beatę Szydło? - dopytywał rzecznik PO.

Zastanawiał się też, czy jeśli Szydło miała taką wiedzę, to zataiła (ją) przed Sejmem, obawiając się wpływu tych informacji na wynik głosowania o wotum nieufności dla jej ministra.

Zdaniem wiceszefa sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych Marka Wójcika (PO), w związku z ujawnionymi nowymi okolicznościami wypadku Dudy, konsekwencje powinno ponieść kierownictwo BOR. Dymisje obecnych szefów Biura Ochrony Rządu w sytuacji tak skandalicznych zaniedbań i narażenia życia prezydenta na niebezpieczeństwa są oczywiste - podkreślił Wójcik.

W jego ocenie, to właśnie pod presją obecnego kierownictwa BOR funkcjonariusze ignorują najbardziej oczywiste procedury bezpieczeństwa. Wezwał też Błaszczaka, by zaczął sprawować rzeczywisty nadzór nad tym, co dzieje się w służbach mundurowych. Dziś już widać, że polityka, którą przyjął minister Błaszczak - polityka zrzucania odpowiedzialności za wszystkie nieprawidłowości w służbach na swoich poprzedników, musi się skończyć - dodał poseł PO.

Na początku marca w samochodzie, którym podróżował prezydent autostradą A4, doszło do uszkodzenia opony tylnego koła, w wyniku czego auto wpadło w poślizg i zsunęło się do rowu. Nikomu nic się nie stało.

Jak podała piątkowa "Rz" 20 stycznia podczas wyjazdu Andrzeja Dudy do Krakowa w prezydenckim pancernym bmw zniszczeniu uległa opona, prezydent przesiadł się do innego samochodu, a bmw wróciło do Warszawy na lawecie. W magazynie BOR - pisze "Rz" - nie było opon, które można by założyć w takim aucie, trzeba je zamówić u producenta.

Według "Rz" prawie miesiąc limuzyna czekała na ogumienie. 15 lutego - pisze dziennik - w BOR zapadła decyzja o założeniu opony, która znajdowała się już w magazynie części wycofanych z eksploatacji i była przeznaczona do utylizacji. Według dziennika powodem takiej decyzji była pilna potrzeba wykorzystania limuzyny. To właśnie ta opona rozpadła się 4 marca na autostradzie podczas powrotu prezydenta z Karpacza - pisze "Rz".

Decyzji o założeniu tej opony - pisze "Rz" - towarzyszyły inne błędy. 4 marca prezydent miał dolecieć z Warszawy do Karpacza śmigłowcem. Jednak w dniu jego wyjazdu Kancelaria Prezydenta zmieniła wcześniejsze ustalenia. Ostatecznie prezydent poleciał samolotem do Wrocławia, stamtąd odebrała go pancerna limuzyna, która przyjechała tam na lawecie - pisze "Rz".

Według informacji dziennika, stromego, 100-metrowego odcinka od ulicy do stacji wyciągu na Śnieżkę nie mógł pokonać żaden samochód poza terenowym GOPR-u. Mimo to szef prezydenckiej ochrony podjął decyzję o próbie wjazdu 3,5-tonowym bmw na pełnym gazie, z rozpędu mimo kamieni, lodu. Według gazety wiele wskazuje na to, że sparciała opona wtedy została uszkodzona, a reszty dokonała już prędkość, do wypadku doszło na autostradzie A4 w czasie drogi powrotnej z Karpacza. Ponadto - według "RZ" - komputer pokładowy kilkakrotnie alarmował o problemie z ciśnieniem powietrza w oponie.

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński poinformował w piątek, że decyzją szefa tego resortu Mariusza Błaszczaka, utworzony został specjalny zespół kontrolny, który ma zweryfikować doniesienia medialne o zaniedbaniach BOR dotyczących obsługi floty aut, którymi podróżuje prezydent Andrzej Duda.

W ubiegłym tygodniu wiceszef BOR płk Jacek Lipski przedstawił wewnętrzne ustalenia ws. incydentu z limuzyną prezydenta. Według niego czynności sprawdzające wykazały, że dwie instrukcje podpisane przez poprzednich szefów BOR - gen. Krzysztofa Klimka z 2013 r. i gen. Mariana Janickiego z 2009 r. - są niezgodne z normami bezpieczeństwa, które przewidział producent pojazdu, obowiązującymi w 2010 r. (roku produkcji auta - PAP) w odniesieniu do opon dla samochodu BMW 7 High Security.

Lipski powiedział, że po ustaleniu tych faktów obecny szef BOR polecił niezwłocznie wymienić w samochodach pancernych opony na takie, których wiek nie przekracza dwóch lat, oraz sprawdzenie, czy w pozostałych samochodach BOR opony spełniają wymagania producentów. Ponadto, w instrukcji zmniejszono normę przebiegu ogumienia z 20 tys. na 10 tys. kilometrów oraz okres używania na dwa lata (w zależności co wystąpi pierwsze).

Pytany, czy opona w prezydenckiej limuzynie została uszkodzona na początku podróży, gdy samochód podjechał w pobliże wyciągu narciarskiego, Lipski odpowiedział wówczas, że nie ma żadnej informacji w tym zakresie.