"Rzeczpospolita" napisała w czwartek, że będą kolejne obostrzenia w nagrywaniu posłów, a docelowo dziennikarze zostaną przeniesieni dalej od sali obrad.

Karczewski powiedział w czwartek, że rozmawiał z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim o zmianach w pracy mediów w parlamencie. Nie chciał jednak mówić o szczegółach, przekonując, że to dopiero wstępny projekt, a decyzja należy do marszałka Sejmu. - To nie jest obostrzenie pracy dla dziennikarzy, ale uporządkowanie i ułatwienie pracy dla dziennikarzy i przeprowadzania przez nich wywiadów, rozmawiania z parlamentarzystami. To bardzo dobra zmiana, idąca w kierunku rozwiązań, które są zastosowane we wszystkich parlamentarnych europejskich - przekonywał Karczewski.

Jak dodał, zmiany będą polegały m.in. na tym, że kamery telewizyjnej nie będą mogły "wszędzie wejść". - Dochodziło już do sytuacji, że przy bardzo dużej ilości kamerzystów, dziennikarze przewracali się, uderzali. Zmiany są potrzebne m.in. przez wzgląd na bezpieczeństwo dziennikarzy, istotne jest, żeby nie dochodziło do obrażeń zewnętrznych dziennikarzy i parlamentarzystów. To działanie prewencyjne - przekonywał marszałek Senatu.

Jak zauważył, często w relacjach telewizyjnych pokazywane jest, jak dziennikarze "napadają" na posłów, którzy są nieprzygotowani i nie chcą udzielać wywiadów.

- Parlamentarzyści bardzo chętnie udzielają wypowiedzi, rozmawiają z dziennikarzami, nie ma mowy o żadnym ograniczeniu w dostępie dziennikarzy do parlamentarzystów, chodzi o to, aby uporządkować pracę mediów. Dziennikarze będą mieli lepsze warunki do pracy, nie jest to działanie, które ograniczy ich pracę - powiedział Karczewski.

Również wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki (PiS) potwierdził, że są plany zmian w pracy mediów w parlamencie. Nie chciał mówić o szczegółach. - Jest plan, żeby posłowie nie byli cały czas zaczepiani na schodach. To jest dopiero projekt, wymaga pewnych prac - wyjaśnił.