Teoretycznie - jak pisze "Newsweek" - Zbigniew Ziobro i Antoni Macierewicz idą ręka w rękę w sprawie smoleńska - obaj rozliczyli prokuratorów wojskowych, którzy wcześniej zajmowali się sprawą katastrofy. To jednak tylko zasłona dymna. Jak bowiem sugeruje tygodnik, między szefami resortów trwa ostry spór o przyczyny katastrofy. Stąd też powołanie przez ministra sprawiedliwości grupy siedmiu śledczych, którzy mają ostatecznie wyjaśnić przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu. Szef MON najpierw sprzeciwiał się likwidacji prokuratury wojskowej, bo chciał zachować wpływ na sprawę smoleńską. Poniósł porażkę, więc zaczął lansować do tej grupy swojego człowieka, prokuratora Stanisława Wieśniakowskego. Ale znów przegrał. Nowy zespół w całości pochodzi z rozdania Zbyszka - tłumaczy informator tygodnika.

W grupie znaleźli się bardzo doświadczeni śledczy, którzy pracować będą pod nadzorem zastępcy ministra, Marka Pasionka. Zdaniem swych kolegów, ci ludzie to prawdziwi fachowcy. Dwóch z nich oskarżało w procesie piłkarskiego łapówkarza „Fryzjera”, kolejni robili gang Krakowiaka, zabójstwo naczelnika urzędu skarbowego w Bydgoszczy, morderstwo dziewczyny z Miłoszyc. W sprawach zapadały wysokie wyroki, co jest najlepszą wizytówką dla prokuratora. To fachowcy z odpowiednim warsztatem. Ich zestawienie pozytywnie mnie zaskoczyło - mówi tygodnikowi prokurator

Inny śledczy twierdzi, że ludzie z nowego zespołu są rozsądni i na pewno nie będą opowiadać o odgłosach z wiadra. Widzi jednak dwa zagrożenia. Po pierwsze, oddelegowano ich do Prokuratury Krajowej tylko na pół roku. Czyli Ziobro będzie prowadzić ich na krótkiej smyczy. Kto nie spełni oczekiwań, zostanie szybko wyłączony. A po drugie, równolegle będzie pracować komisja ekspercka Macierewicza, w której zasiadają eksperci od pękających parówek. Oby prokuratura nie chciała dotrzymywać jej kroku - tłumaczy "Newsweekowi".