To był uprzejmie sformułowany list państwowca, który liczył, że po drugiej stronie też siedzi państwowiec. Nie rozumiem co kieruje prezesem Rzeplińskim, że tak bardzo eskaluje ten konflikt - tak na antenie Radia ZET, Jarosław Gowin komentował czwartkowe pismo ministra Pawła Szałamachy do prezesa TK. Szef resortu prosił w nim, by prof. Andrzej Rzepliński nie podgrzewał atmosfery wokół Trybunału do czasu publikacji raportu agencji Moody's. Szef resortu nauki uznał, że prezes TK nie powinien tego pisma publikować, bo to zaszkodziło polskiej gospodarce. Drogie było nieodpowiedzialne zachowanie Rzeplińskiego, który ma infantylną skłonność do epatowania opinii publicznej swoją osobą - stwierdził.

Gowin uznał, że list nie był naciskiem na niezawisłość sądu. Na czym miałbym polegać nacisk? Wyrażany w formie bardzo uprzejmiej prośby o rozważenie, w dodatku w poufnym liście? - pytał.

Były minister sprawiedliwości w rządzie PO komentował też spór w sprawie TK. To jest zderzenie polityczne, a je przezwycięża się albo siłą, albo przez kompromis. Komisja Wenecka i prezes Rzepliński nie chcą kompromisu, ale żebyśmy wywiesili białą flagę. Rząd białej flagi w sprawie TK nie wywiesi - uznał. Stwierdził też, że nie przekonują go także polscy prawnicy, którzy popierają stanowisko TK. Właśnie dlatego, że byłem ministrem sprawiedliwości, to moje zaufanie do establishmentu sędziowskiego jest mocno ograniczone - przyznał.

Dodał, że na jego opinię nie ma też wpływu stanowisko prof. Adama Strzembosza, byłego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Ja bardzo cenię pana prof. Strzembosza za jego drogę życiową przed 89 r. Po objęciu przeze mnie urzędu ministra sprawiedliwości on był jednym z dosłownie pierwszych gości w moim gabinecie i mówił mi o tym, jak ogromny błąd popełnił po 89 r., kiedy się sprzeciwił i zablokował lustrację środowiska sędziowskiego - powiedział. On nie jest nieomylny - podsumował.